MLKS Włodawianka nagle z niebytu stała się pretendentem do awansu do III ligi. Żeby tak się jednak stało, muszą się znaleźć dodatkowe pieniądze. – Tak na oko brakuje nam co najmniej 50 tys. zł – mówi wiceprezes Andrzej Rusiński.
Włodawianka zakończyła I rundę jako wicelider, tylko z dwoma punktami straty do pierwszego Lewartu Lubartów. Ma zatem całkiem realne szanse na coś dotychczas we Włodawie nieosiągalnego – awans do II ligi. Żeby jednak do tego doszło, potrzebna jest nie tylko profesjonalna opieka trenerska, utalentowana kadra, ale także pieniądze. W tym roku klub otrzymał od miasta 120 tys. zł plus 30-tysięczną dotację z MPGK. Z kolei powiat dołożył kolejne kilkanaście tys. zł.
Swoją drogą dotacja do sportu wyniosła w powiecie w tym roku aż 56 tys. zł, jednak radny Mariusz Zańko był inicjatorem podziału środków na niemal wszystkie kluby piłkarskie powiatu. – Im to nie pomogło niemal wcale, bo to były grosze – mówi A. Rusiński – zaś Włodawianka otrzymała tylko 14 tys. zł, choć można było z tego przeznaczyć nawet dwa czy trzy razy więcej.
Włodawianka wciąż bezskutecznie szuka sponsorów, poza MPGK. A wiadomo, że walka o III ligę i ewentualny tam start do jesieni to już znacznie większy wydatek. Według naszych informacji miasto ma ponownie stanąć na wysokości zadania i dołożyć ładną okrągłą sumkę (w tym dotacja sponsorska z MPGK). Z kolei powiat, ze znacznie mniejszymi możliwościami i brakiem wsparcia „miejskiego” klubu też swoje dołoży. Jednak A. Rusiński obawia się, że to wszystko będzie mało i dlatego szuka wszędzie pieniędzy.
Niektórzy sugerują, aby Włodawianka pozyskiwała pieniądze z 1% odpisu podatkowego, inni chcą podwyżki cen biletów czy też większej mobilizacji kibiców. Szuka się też wciąż sponsorów strategicznych. (pk)

