Ponad miesiąc opinia publiczna czekała na wyjaśnienie burmistrza Wiesława Muszyńskiego w sprawie uśpienia psa bez wiedzy i zgody jego właścicieli. Decyzję o eutanazji zwierzaka zaledwie kilka godzin po jego odłowieniu podjął bez konsultacji z szefem pracownik ratusza.
Pod koniec lutego z posesji pani Agnieszki uciekł pies, którego jej rodzina wzięła ze schroniska, by w spokoju i miłości dokonał swoich dni. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu, a ledwie kilka godzin po zaginięciu suczki okazało się, że Straż Miejska zawiozła ją do przychodni weterynaryjnej, a lekarz zarekomendował uśpienie psa będącego w fatalnym stanie zdrowia, na co wyraził zgodę urzędnik ratusza odpowiedzialny za program opieki nad zwierzętami.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że normalnie w takich sytuacjach najpierw szuka się właścicieli takich zwierząt, a gdy ci się nie zgłoszą, szuka osób chętnych do adopcji. W tym wypadku cały proces zajął zaledwie kilka godzin i skończył się w sposób najgorszy z możliwych. Burmistrz obiecał sprawę szybko wyjaśnić i wyciągnąć konsekwencje w stosunku do winnych. Zajęło mu to miesiąc.
– Na podstawie dokumentacji, jaka została zgromadzona w powyższej sprawie ustalono, że 22 lutego Straż Miejska została poinformowana o błąkającym się psie na ulicach miasta – tłumaczy burmistrz Wiesław Muszyński.
– Zwierzak wyglądał na starego i chorego, nie miał obroży i nie było możliwe rozpoznanie jego właściciela. Funkcjonariusze Straży Miejskiej postanowili złowionego psa zawieźć do gabinetu weterynaryjnego. Lekarz weterynarii, według wstępnej oceny określił, że suczka znajdowała się w bardzo złym stanie zdrowia. Próbowano sczytać dwustronnie czy pies jest czipowany, ale urządzenie nie wykryło żadnych oznaczeń. Ze względu na duży obrys brzuszny wykonano badanie ultrasonograficzne stwierdzające wodobrzusze.
Pies wykazywał też objawy pogłębiającej się duszności. Na podstawie oceny stanu zdrowia u psa stwierdzono duszność, wodobrzusze pochodzenia kardiologicznego, czyli ciężką chorobę przewlekłą. Następnie została podjęta próba odnalezienia właściciela psa. Przeszukano również portale społecznościowe. Bez rezultatu. Osoba, która znalazła psa i wezwała Straż Miejską, odmówiła dalszej opieki nad zwierzęciem. W tej sytuacji, jak określił lekarz weterynarii, zgodnie z ustawą z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt lekarz weterynarii zaopiniował pracownikowi urzędu miasta skrócenie cierpienia zwierzęcia poprzez humanitarne dokonanie eutanazji.
Na tej podstawie została podjęta decyzja o jego uśpieniu. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest bardzo wrażliwa szczególnie dla właścicieli, którzy utracili psa. Jestem w stałym kontakcie z właścicielką suni i obojgu nam zależy przede wszystkim na tym, aby podobne rzeczy nigdy więcej się nie zdarzyły, lecz na podstawie zebranej dokumentacji, nie widzę podstaw do wyciągnięcia konsekwencji zarówno w stosunku do lekarza weterynarii, jak i pracownika urzędu – dodaje Muszyński. (bm)

