Były starosta świdnicki, Wiesław Jaworski został brutalnie zamordowany – prawdopodobnie przez własnego przyjaciela, na to wskazują dowody. Czy Andrzej R., znany przedsiębiorca, celowo ściągnął samorządowca na swoją działkę pod pretekstem oblewania urodzin wnuczki? Zaplanował zbrodnię czy działał w afekcie? Zatrzymany nie przyznaje się do winy.
Okolica, w której wydarzył się dramat, to zaciszne i malownicze miejsce nad jeziorem Głębokie w powiecie lubartowskim. To właśnie tam, w sobotę (17 czerwca), w swoim domku letniskowym, 54-letni Andrzej R. zorganizował przyjęcie.
– Zdarzało się, że już wcześniej przyjeżdżał tu ze znajomymi. Z reguły było cicho i spokojnie. Tej nocy słychać było jednak głośne rozmowy. Musieli sporo wypić – przyznają okoliczni mieszkańcy.
Było co świętować. Gospodarzowi imprezy urodziła się wnuczka. Na „pępkowe” zaprosił trzech kolegów. Dwóch po kilku godzinach podziękowało za gościnę. Na działce zostali Andrzej R. i były starosta świdnicki Wiesław Jaworski. Do tej pory nie wiadomo, jaki dokładnie przebieg miała suto zakrapiana alkoholem impreza, której kulminacyjnym punktem okazał się brutalny mord. Nad odtworzeniem jej scenariusza pracują policjanci i śledczy z Prokuratury Rejonowej w Lubartowie. Jak mówi jej szefowa, Katarzyna Świerszcz-Dobosz, na obecnym etapie śledztwa jest jeszcze za wcześnie, by mówić o wszystkich kulisach tej wstrząsającej zbrodni.
Zabił i poszedł spać?
W niedzielę rano policja otrzymała informację, że na działce znaleziono ciało mężczyzny. Podobno to właśnie Andrzej R. zadzwonił po przebudzeniu, na policję i powiedział o tym, że znalazł zmasakrowane zwłoki przyjaciela. Najpierw podejrzewano, że Wiesław Jaworski został pobity przez nieznanych sprawców. Po pierwszych przesłuchaniach okazało się jednak, że najprawdopodobniej to 54-latek zamordował swojego przyjaciela. Śledczy ustalili, że pomiędzy nim a byłym samorządowcem w pewnym momencie wywiązała się kłótnia. W jej trakcie doszło do rękoczynów.
W Głębokim i w okolicy tej miejscowości morderstwo jest tematem numer jeden. Mnożą się plotki. Krążą różne wersje wydarzeń – od takiej, że były starosta zginął od ciosów nożycami ogrodowymi, po takie, że zmarł wskutek zakrztuszenia się krwią po tym, jak R. bił i kopał go po twarzy. Nam udało się ustalić, że na miejscu zbrodni zabezpieczono m.in. właśnie nożyce ogrodowe. Oględziny wykazały, że na ciele denata znajdowały się liczne rany, co wskazuje na to, że mężczyzna przed śmiercią był bity i katowany.
Nie przyznaje się do winy
– Andrzej R. jest podejrzany o to, że działając z zamiarem pozbawieniem życia Wiesława J., kopał, uderzał go w głowę i inne części ciała, w następstwie czego doszło do zgonu – mówi Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy dał podstawę do przedstawienia mu zarzutu popełnienia zabójstwa.
Sąd, na wniosek prokuratury, zastosował wobec 54-latka tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. Mężczyźnie grozi nawet dożywocie. Andrzej R. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Jak tłumaczył w trakcie przesłuchania, był tak pijany, że nie pamięta, co się wydarzyło.
Zarówno mieszkańcy gminy Mełgiew, gdzie mieszka R., jak i Świdnika, gdzie prowadzi swoje sklepy, są zaskoczeni. – Zawsze spokojny, zawsze uprzejmy Nic nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii. – mówią.
Pożegnali wspaniałego człowieka
Wiesław Jaworski był pierwszym starostą w Świdniku. Urzędował w latach 1998-99. Współorganizował struktury powiatu świdnickiego od podstaw. Potem przez wiele lat był radnym powiatowym, a także prezesem zarządu Powiatowego Oddziału Ochotniczych Straży Pożarnych w Świdniku. Po zakończeniu działalności samorządowej prowadził firmę geodezyjną. Nie zrezygnował jednak z działalności społecznej. Był inicjatorem i organizatorem festiwalu jazzowego w Świdniku. Otrzymał liczne odznaczenia, m.in.: brązowy i srebrny Krzyż Zasługi, srebrną odznakę za zasługi w dziedzinie geodezji i kartografii, srebrną odznakę za zasługi dla pożarnictwa czy odznaczenie zasłużonego działacza LZS. Był także członkiem Stowarzyszenia „Klub Inicjatyw Gospodarczych”.
– Pan Wiesław był bardzo ciepłym i miłym człowiekiem, a zawodowo profesjonalistą, niezwykle merytorycznie przygotowanym do podejmowanych wyzwań – mówi Dorota Sawa, prezes Lokalnej Grupy Działania „Krasnystaw Plus”, często współpracująca z zamordowanym starostą. – Zrealizowaliśmy wspólnie wiele projektów, zawsze mogłam liczyć na jego pomoc. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Pan Wiesław nie był konfliktowym człowiekiem, to szokujące, jak zginął – dodaje.
We czwartek (22 czerwca) tłumy świdniczan pożegnały się z nim w trakcie jego ostatniej drogi. (mg)

