Dzień 22 lipca przez cały okres PRL był największym świętem państwowym w naszym kraju, a Chełm, nazywany Miastem PKWN, był tego dnia pępkiem kraju. Dziś na pewno nie ma co świętować i żałować. Czy trzeba się jednak od tego całkowicie odżegnywać, czy może dementowanie historycznego kłamstwa wykorzystać do budowy rozpoznawalności Chełma? Co o tym myślicie?
22 lipca 1944 roku ogłoszony został Manifest Państwowego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Według oficjalnego i utrzymywanego aż do 1989 roku przekazu PKWN miał uformować się w Chełmie (nasze miasto na chwilę stało się nieoficjalną stolicą kraju) i w naszym mieście ogłosić manifest. Propaganda wskazywała nawet, że pierwsze egzemplarze odezwy miały zostać wydrukowane w chełmskiej drukarni Zajączkowskich. W rzeczywistości PKWN powstał w Moskwie, a Manifest został podpisany i zatwierdzony przez Józefa Stalina w Moskwie 20 lipca 1944 roku. Tam też został wydrukowany i upubliczniony 22 lipca, o czym na swoim profilu na FB przypomniał dziś prezydent Jakub Banaszek. I dobrze, że w ogóle fakt manifestu i 22 lipca odnotował.
Manifest stał się podstawą wprowadzenia w Polsce ustroju komunistycznego i podporządkowania naszego kraju Związkowi Radzieckiemu, z czego uwolniliśmy się dopiero po 1989 roku. Przez ponad 50 lat po wojnie, 22 lipca był w Polsce obchodzony jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski – najważniejsze z polskich świąt państwowych. Tego dnia w całym kraju odbywały się uroczyste parady, defilady, manifestacje, festyny, w których dla wielu udział był obowiązkowy. Szczególnie uroczyście, święto obchodzono w Chełmie, które jako Miasto PKWN, pokazywano w telewizji i mówiono o nim w radiu, a nasze miasto odwiedzali ważni oficjele partyjni i państwowi. Corocznie wypuszczono również całą serię pamiątkowych medali, wśród nich „Dziecku urodzonemu w mieście PKWN” i „Zaślubionym w mieście PKWN”. Władza starała się przez cały PRL wykorzystać lipcowe święto do kształtowanie i utrwalania socjalistycznej świadomości Polaków, a Chełm jako miasto manifestu lipcowego był przez to, co by nie mówić, znany i rozpoznawany, w całym kraju.
Od ponad 30 lat możemy już głośno mówić, że 22 lipca 1944 roku to jeden z czarniejszych dni w historii Polski i nie ma co świętować, ale chyba tym bardziej trzeba pamiętać, by uniknąć powtórki na przyszłość. Kojarzenia 22 lipca i Manifestu PKWN z Chełmem, jakie funkcjonowało przez lata, wydaje się być traktowane obecnie, jako coś wstydliwego dla miasta i mieszkańców, o czym najlepiej nie wspominać, by jak najszybciej odeszło w niepamięć.
A może należałoby dementując historyczne kłamstwo i pokazując faktyczną rolę, jaką Chełm w nim odegrał, spróbować wykorzystać do zwiększenia rozpoznawalności miasta i zaciekawienie nim turystów. Innych, szerzej znanych historycznych wydarzeń kojarzonych z naszym miastem nie ma zbyt wiele.
Kilkanaście lat temu pojawił się pomysł, by w Chełmie stworzyć jeśli nie muzeum, to stałą wystawę poświęconą PRL, a nawet próbować odtworzyć przebieg lipcowego świętowania w PRL. Pomysł upadł, bo został uznany, że będzie propagować ustrój komunistyczny, choć autorom chodziło o coś wręcz odwrotnego. A co Państwo o tym myślicie? dp

