W środowe popołudnie nad Chełmem przeszła ulewa i po raz kolejny wiele chełmskich ulic zamieniło się w jeziora i rwące potoki. W niektórych miejscach auta utknęły w „głębokiej wodzie”. Chełmianie wskazują, że to wina zaniedbanej, niedrożnej kanalizacji burzowej.
Lejący jak z cebra w środowe popołudnie deszcz spowodował, że przejechanie autem przez wiele chełmskich ulic było nie lada wyzwaniem. Ulica Jedność na odcinku kilkudziesięciu metrów znalazła się pod głęboką na kilkadziesiąt centymetrów wodą. Utknęły w niej auta. Ogromne kałuże tworzyły się też na ul. Ogrodowej, Spółdzielczej i Piwnej na wysokości gazowni. Po raz kolejny w błyskawicznym tempie deszczówką wypełniła się także ul. Rejowiecka.
Chełmianie narzekają, że to już kolejny raz, kiedy po deszczu, część ulic zostaje zalana. Za taki stan rzeczy obwiniają niedrożną kanalizację burzową.
– Brak odpowiedzialności ze strony urzędników, gdyż jeszcze nikt z mieszkańców widocznie nie wystąpił o odszkodowanie za zalanie z powodu niesprawnej instalacji burzowej. Za takie szkody mieszkańcy powinni pozywać samorząd. Dopiero wtedy będzie to oczyszczane i projektowane z głową. Tak się dzieje, gdy służby (nie)odpowiedzialne za czyszczenie studzienek burzowych lekceważą tę czynność. Większość studzienek jest zapchana liśćmi lub piachem. W Chełmie nie widziałem jeszcze ekipy, która by to czyściła – komentowali nasi Czytelnicy.
Środowe opady, choć bardzo obfite, na szczęście nie przełożyły się na zwiększoną liczbę interwencji strażaków. Ci do usuwania skutków ulewnego deszczu wyjeżdżali w Chełmie tylko czterokrotnie. Na ul. Czarnieckiego, Spółdzielczej i Rampie Brzeskiej udrażniali przytkane studzienki burzowe, a na ul. Wołyńskiej wypompowywali wodę, która wdarła się do piwnicy budynku wielorodzinnego.
Narastający w mieście problem dotyczący odprowadzania wód opadowych poruszyli radni na jednej z ostatnich komisji Rady Miasta Chełm. Longin Bożeński, przewodniczący Rady Miasta Chełm, który na co dzień pracuje w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Chełmie, zaapelował do urzędników z ratusza o współpracę w sukcesywnym rozwiązaniu tego problemu. Wyliczał przyczyny kłopotów z odprowadzaniem wód opadowych w mieście, a jako najważniejszą wskazywał „zabetonowywanie” miasta.
Urzędnicy zapowiedzieli wówczas, że w najbliższym czasie zlecą monitoring i kamerowanie drożności całej kanalizacji deszczowej wzdłuż ulicy Rejowieckiej, a także skuteczność i przepustowość separatorów, którymi woda jest odprowadzana do Uherki. Urzędnicy zapewnili też, że dostrzegają problem i dlatego w tym roku na udrożnienia i konserwację kanalizacji deszczowej przeznaczono dwa razy więcej pieniędzy niż w ubiegłym roku, tj. 500 tys. zł. W ciągu pierwszego półrocza wydano na ten cel 270 tys. zł. Ale, jak pokazują ostatnie doświadczenia, to wciąż za mało. (mo, w, fot. nadesłane)

