Zamieszanie wokół oddziału ratunkowego w chełmskim szpitalu odbija się na pacjentach i pracownikach. Tymczasem lekarze, którzy nie przedłużyli umów na oddziale, tłumaczą, że już dawno zgłaszali problemy organizacyjne i uciążliwości na SORze, ale nie doczekali się rozwiązania problemów. Niestety, na te najtrudniejsze dyrekcja nie ma wpływu.
Od tygodnia szpitalny oddział ratunkowy pracuje w bardzo ograniczonym składzie lekarskim. Większość lekarzy, o czym pisaliśmy już w poprzednim wydaniu, nie wycofała złożonych w maju wypowiedzeń. Doszło do sytuacji, że w pierwszy weekend w czerwcu dyżurował non stop jeden lekarz.
Brak lekarzy od razu odczuli pacjenci, którzy przyjechali na oddział. Skarżyli się na kłopoty w uzyskaniu pomocy, pomimo bardzo poważnych objawów chorobowych.
Do informacji o pozostawieniu oddziału odnieśli się medycy. W anonimowym liście do naszej redakcji tłumaczą, że już kilka miesięcy temu zwracali uwagę na potężne problemy organizacyjne na oddziale. I przytoczyli listę newralgicznych rzeczy, które je powodują, m.in. brak osoby prowadzącej segregację medyczną, tzw. triage, po godzinie 20.00, co prowadzi do kolejek i długiego oczekiwania na badania. Zaleganie pacjentów w SOR, czyli tych, którzy byli już po diagnozie, ale czekają na miejsce na oddziale wewnętrznym, który jednak miejscami dla nich nie dysponuje. Przekierowywanie pacjentów z oddziałów mających własne izby przyjęć na SOR, na dodatkowe badania. Brak umowy z zewnętrzną firmą zajmującą się transportem pacjentów – przez to lekarz z SOR musi towarzyszyć przy transporcie chorego. Dużą liczbę pacjentów, którzy do Chełma trafiają np. z Włodawy, bo tamtejszy szpital nie ma własnego oddziału ratunkowego. To wszystko ma powodować niechęć lekarzy do pracy na oddziale ratunkowym. Ale na część z tych problemów kierownictwo szpitala nie ma wpływu (np. napływ pacjentów z zewnątrz). Inne ograniczenia wymuszają finanse.
– Staramy się robić wszystko, żeby zapewnić pracę oddziału i opiekę dla pacjentów, którzy trafią do szpitala – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych, ale przyznaje, że takiego SOR-u, jak był do tej pory, już raczej nie będzie. Teraz SOR będzie działał na innych zasadach. Dyrekcja zmierza do tego, żeby na miejscu był jeden lekarz zawiadujący, a wspomagali go lekarze schodzący ze swoich oddziałów. Przez SOR nie będą już przechodzić pacjenci z oddziału zakaźnego, psychiatrycznego i pulmonologicznego, bo te mają własne izb przyjęć.
– Ze starego grafiku pozostało nam czterech lekarzy, którzy nie złożyli wypowiedzeń. Do lipca będziemy działać trochę prowizorycznie, ale za chwilę ogłosimy konkursy na dyżury i wiem, że są chętni, żeby je objąć – mówi L. Litwin. (bf)

