Dla niego Kanie to pępek świata – Czerpać z przeszłości dla przyszłości

Udostępnij:
LinkedIn WhatsApp

Kanie w gminie Rejowiec Fabryczny – na pozór zwyczajna miejscowość, jakich na mapie Polski wiele. Dla jej mieszkańców i Pawła Głażewskiego to jednak miejsce szczególne. Za pośrednictwem prowadzonej przez siebie facebookowej grupy Sympatycy Wsi Kanie stara się przybliżać je innym, tym samym ocalając od zapomnienia postaci i miejsca, które składają się na niezwykłą historię miejscowości.

Jeszcze do niedawna grupa Sympatycy Wsi Kanie na Facebooku liczyła ok. 100 członków. Dziś jest ich grubo ponad tysiąc, a zasięgi umieszczanych tu postów często sięgają ponad kilku tysięcy. Administratorem strony jest Paweł Głażewski. Pochodzi z Kaniego, ale prawie dwie dekady temu wyjechał na studia do Lublina i z tym miastem związał swoje życie rodzinne i zawodowe. Ale kiedy tylko może, wraca w rodzinne strony.

Odwiedza mieszkającą tu mamę, ale ciągnie go też do tutejszych krajobrazów i przyrody, ale przede wszystkim do ludzi. Kiedyś chciałby móc wrócić tu na stałe. Miłość do swojej małej ojczyzny zaszczepił także w synu, który choć wychowywany w mieście, to na wsi, u babci, czuje się jak ryba w wodzie.

Pałac w Kaniem

– Kanie, jakie zapamiętałem z dzieciństwa różnią się od tego, co zastałem wracając tu jako dorosły człowiek. Dało się zauważyć pewien marazm. Absolutnie nie jest to przytyk w stronę mieszkańców, bo ci są wspaniali; to chyba znak naszych czasów, a pandemia i wojna tuż za naszą granicą pogłębiły i uwypukliły pewne społeczne problemy. Zadałem sobie pytanie, co mogę z tym zrobić – mówi Paweł.

Na administrowanej przez niego stronie członkowie grupy dzielą się tym, co dla nich ważne, ale jest też miejsce na wspomnienia, dawne fotografie i inne archiwalia związane z historią Kaniego.

– Przeszłość naszych rodzin, przodków pochodzących i mieszkających obecnie w Kaniem buduje naszą tożsamość osobową jak i społeczną. Moim zdaniem jej znajomość jest naszym obowiązkiem i pozwala na poznawanie historii naszej małej ojczyzny, a przez to i własnej. A jak wiadomo, czasem same opowieści to za mało, świetnie jest móc zobaczyć miejsca i ludzi, o których słyszeliśmy, nawet jeśli możemy to zrobić tylko na czarno-białych zdjęciach. Umieszczając na stronie choćby jedną fotografię jeden post czy komentarz sprawiamy, że pamięć o naszych przodkach nie umiera. Tworzymy jedyną i wyjątkową w swoim rodzaju społeczność i rodzinę – opowiada Paweł.

Jeziorko Grądki

Niektórzy w jego działalności upatrują pobudek politycznych, finansowych lub jeszcze innych motywów.

– Słyszałem m.in., że mam być nowym „wójtem” – śmieje się Paweł. – Wiadomo, że ludzie różnie patrzą na to, co robię. Tyle ilu jest zwolenników, tyle zawsze będzie też przeciwników. Jestem zdania, że trzeba robić to, co uważa się za słuszne i co przynosi realne owoce. W moim przypadku to chociażby ciągle rosnąca popularność grupy, a tym samym naszej wsi Kanie, oparta na szczerości, otwartości i dobroci nas wszystkich, Sympatyków, a nie komercyjności czy konsumpcjonizmie.

Jak podkreśla Paweł, zależy mu, aby integrować mieszkańców, budować wśród nich poczucie wspólnoty. Był m.in. inicjatorem kuligu, który niedawno odbył się w Kaniem. Wydarzenie to zorganizował przede wszystkim z myślą o najmłodszych. Chciał im pokazać jak przed laty spędzano zimowe popołudnia; dać alternatywę dla czasu spędzanego przy komputerach czy ze smartfonem w dłoni.

Budowniczowie kościoła w Kaniem

– To był taki powrót do tradycji, do czasów naszych dziadków i pradziadków, a dla naszych dzieci okazja do oderwania się od urządzeń elektronicznych. Pokazaliśmy w prosty sposób, jak wygląda piękno koni i natury – mówi Paweł Głażewski i dodaje, że dla niego chwile spędzane wśród rodziny, sąsiadów i znajomych w Kaniem, to czas kiedy „ładuje baterie” i odpoczywa od stresującej i angażującej pracy zawodowej.

Niesamowite Kanie

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na mapie Kaniego jest zespół pałacowo-parkowy. Był on własnością rodzin Woronieckiech i Wojciechowskich i to właśnie wokół niego przed laty toczyło się życie kulturalno-społeczne miejscowości.

– Zjeżdżali się tu przeróżni goście, odbywały się bale i zabawy, w tym także kuligi, do których tradycji nawiązaliśmy niedawno – opowiada Paweł – Na tych wydarzeniach bawiło się państwo, ale chłopstwo również. I choć w sensie materialnym chłopi byli biedni, nie skłamię mówiąc, że mieli pełne i szczęśliwe życie. Przede wszystkim mieli siebie, poczucie wspólnoty; mogli na siebie liczyć i doceniali to, co mają.

Pałac, w którym jeszcze do niedawna mieścił się dom pomocy społecznej i jego otoczenie Paweł zna bardzo dobrze. To zasługa m.in. babci Julii, która zaszczepiła we wnuku zainteresowanie odkrywaniem swoich korzeni, historii i legend związanych z rodzinną miejscowością. To właśnie od babci Paweł, jeszcze jako kilkuletni chłopak, usłyszał wiele opowieści, które pamięta do dziś. Wiele z nich to świadectwo sąsiedzkiej solidarności, ale też wspaniałych wzorców moralnych.

Figura Matki Bożej w parku w Kaniem

– Babcia przeżyła II wojnę światową. Wspominała, że kiedy były łapanki we wsi, mieszkańcy chowali się przy tzw. kamienicy, w kamiennych kanałach. Nikt nigdy nie zdradził tej kryjówki. Czy dziś, w obliczu zagrożenia, byłoby nas stać na taką solidarność? Zawsze interesowała mnie też historia rodziny Wojciechowskich, ostatnich właścicieli pałacu. Pośmiertnie zostali oni odznaczeni medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, nadawanym przez Instytut Jad Waszem za pomoc Żydom. Przez długi czas ukrywali w ziemiance żydowską rodzinę z Chełma. Byli ludźmi majętnymi i zgodnie z nazistowską propagandą pomagali wrogom narodu, więc ryzykowali naprawdę wiele, a mimo to nieśli tę pomoc – opowiada Paweł i dodaje, że tak jak przed laty słuchał opowieści babci, dziś to jego mama, Ula, przekazuje dawne dzieje jego synowi.

– Mama przez ponad 30 lat pracowała w DPS, więc pałac i jego otoczenie zna bardzo dobrze. Dziś to ona opowiada mojemu synowi pałacowe historie, legendy, historię powstańców styczniowych. Myślę, że to dobra lekcja patriotyzmu. Coś, co zostanie w pamięci na długie lata. Warto też wspomnieć, że mój dziadek, Józef Błaszczuk, był żołnierzem niezłomnym. Działał w oddziale Henryka Lewczuka „Młota”. Uczestniczył w wielu akcjach na Ziemi Chełmskiej i Ziemi Hrubieszowskiej – opowiada Paweł.

W podworskim parku w Kaniem znajduje się także figura Matki Bożej. Z nią również wiąże się wiele niesamowitych historii. Swego czasu widziano, jak wyciągała ręce do klęczących przed nią dzieci, a modlący się przed figurą Maryi mieli doświadczyć cudu uzdrowienia. Dziś figurka, niestety, jest w fatalnym stanie – wymaga pilnej renowacji. Lokalna społeczność chciałaby ją odnowić.

Niesamowitych historii związanych z przeszłością Kaniego jest więcej. Niektóre z nich mogą przyprawiać o dreszcze. Jedna z miejscowych legend mówi o dziedzicu w cylindrze i fraku, którego wczesnym rankiem można spotkać chodzącego nad powierzchnią niewielkiego jeziorka w Kaniem, tzw. Grądkach. Za życia miał w zwyczaju już nad ranem objeżdżać swoje włości – lasy i stawy, i ponoć dogląda ich do dziś. Obecnie, jak zauważa Paweł, Grądki są bardzo zaniedbane, a przed laty to właśnie tu mieszkańcy Kaniego i okolic odpoczywali w ciepłe dni.

– Dostaję wiele wiadomości, w których mieszkańcy wskazują potrzebę rekultywacji tego miejsca – mówi Paweł. – A wracając do legend, jedna z nich mówi o tym, że w czasie potopu szwedzkiego w Grądkach zatopiono dzwony. Zrobiono to celowo, by najeźdźca ich nie ukradł i nie przetopił na broń. Mimo to przed ważnymi wydarzeniami w historii Polski, wybuchem I i II wojny światowej oraz przez wyborem Karola Wojtyły na papieża, w Kaniem słyszano ich bicie. Takich niesamowitych opowieści jest o wiele więcej. Wiele z nich dotyczy też dawnych obrzędów, które stanowiły filar życia kulturalnego wsi i jej mieszkańców.

Swoją działalnością chcę wskrzeszać pamięć o ważnych wydarzeniach z historii miejscowości, ale przede wszystkim o tworzących tę historię ludziach. Dopóki pamiętamy o naszych zmarłych, o naszych dziadkach, pradziadkach, dopóty oni żyją. Dlatego tak ważne jest by o nich przypominać; aby pamiętały o nich najmłodsze pokolenia i przeżywały swoje życie w pełni ciesząc się dzieciństwem, młodością, spędzając czas z rówieśnikami, przy wspólnych zabawach i przede wszystkim ze sobą, a nie przed telefonami – mówi Paweł. (w)

Udostępnij:
LinkedIn WhatsApp

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google News

Najnowsze Wydanie
2025-07-21 Nowy Tydzień tygodnik lokalny (Kopia) (Kopia) (Kopia) (Kopia)
5,00 Kup Gazetę

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.