Dworek w Kuliku miał duszę, historię i duży potencjał, ale potrzebował ogromu pracy i serca. Dali mu go nowi właściciele – Joanna i Luciano, bardzo przedsiębiorcza i otwarta na ludzi, polsko-włoska para, która wraz z najmłodszym synem osiedliła się w gminie Siedliszcze. I z nią wiąże swoją przyszłość.
Ogromna brama, która strzeże wjazdu do pałacu w Kuliku tylko z pozoru wydaje się bronić dostępu do dworu. Wystarczy podjechać i chwilkę poczekać, a otworzy się zapraszając do środka. Tak jak właściciele, którzy z szerokim uśmiechem witają obcych, chętnie opowiadają o dawnym majątku rodziny Załuskich i oferują poczęstunek. Pałac jest usytuowany centralnie w ogromnym, mierzącym niemal 9 ha parku. Do budynku, który ma około 1000 mkw. prowadzi aleja z dorodnych drzew – wśród nich rażony piorunem, ogromny dąb oraz jesiony i lipa wpisane do rejestru pomników przyrody ożywionej.
Na terenie parku są dwa stawy. Na jednym z nich, na tyłach posesji zadomowiły się dzikie kaczki.
Zakochali się w Kuliku
Dwór powstał około 1890 roku. Po wojnie, przez lata funkcjonowała w nim gminna szkoła, dzięki czemu budynek nie popadł w ruinę. Potem majątek odzyskali spadkobiercy prawowitych właścicieli – Małgorzata Załuska i Piotr Matuszewski. Co prawda nie mieszkali w pałacyku, ale też nie dopuścili, aby całkiem zniszczał. Niestety taki los spotkał wiele podobnych zabudowań w naszym województwie.
W 2017 roku podobnej nieruchomości szukała Joanna Bartnik i Luciano Finocchio, przedsiębiorcza para.
– Interesował nas zabytkowy dwór z parkiem. Szukaliśmy czegoś takiego najpierw w okolicach Warszawy, w której mieszkaliśmy, i z której chcieliśmy się wyprowadzić – wspomina Joanna. – Potem zobaczyliśmy ogłoszenie o sprzedaży dworu w Kuliku. Po pierwszej wizycie byliśmy zauroczeni. Wręcz zakochaliśmy się.
Joanna pochodzi z województwa lubelskiego. W Warszawie realizowała się zawodowo i tam poznała Luciano. Do dzisiaj prowadzą tam polsko-włoskie przedszkole i żłobek, w którym pracuje córka jednego z bardzo znanych muzyków, bistro, firmę zajmującą się Public Relations, inwestują także w nieruchomości. Luciano jest architektem, ale jak każdy Włoch kocha kuchnię. Gdy tylko związali się z Siedliszczem, otworzyli tu bistro. Kto był i posmakował prawdziwej włoskiej pizzy z oliwą, ten innej już nie zechce.
Rok na placu budowy
Ale zanim mogli snuć plany związane z Siedliszczem czekał ich ogrom prac.
– Wiedzieliśmy, że dwór będzie wymagał generalnego remontu, mimo to zdecydowaliśmy się go kupić – mówią właściciele. – Zależało nam na przywróceniu budynku wewnątrz do jego historycznego układu, bo ogromne sale m.in. kominkowa czy oranżeria, były podzielone na klasy szkolne.
Udało się. I teraz pomieszczenia robią wrażenie nie tylko swoimi gabarytami, ale wysmakowanym wykończeniem – sztukaterią, umiejętnie dobranymi meblami, obrazami i rzeźbami. Ale nic dziwnego, skoro za remont odpowiadał włoski architekt… – Luciano przez rok mieszkał na placu budowy, miał mały pokoik i łazienkę wydzieloną w jednym z pomieszczeń i tak koczował. A ja przyjeżdżałam do Kulika z najmłodszym w weekendy – opowiada Joanna.
– Budynek wymagał gruntownego remontu, wymiany podłóg, instalacji elektrycznej, centralnego ogrzewania i wody, przebudowy kotłowni, odrestaurowania drzwi i okien, a także, co mocno nas zaskoczyło, również dachu – mówi Luciano.
Dom, ale otwarty
Budynek miał ogromny potencjał i duszę, a właściciele nie szczędzili pieniędzy i serca żeby przywrócić mu dawny blask. Oczywiście wszystko pod srogim okiem konserwatora zabytków, któremu podlega pałac i otaczający go park.
Na parterze odzyskano oranżerię, jadalnię, gabinet, salonik, salę kominkową i kuchnię. Na piętrze powstały cztery sypialnie z łazienkami. I pozostało miejsce na przygotowanie kolejnych. Bo w pierwszym momencie Joanna i Luciano myśleli o wykorzystaniu majątku w Kuliku biznesowo, i organizowaniu tu czegoś na wzór historycznej agroturystyki, miejsca ciekawych konferencji i uroczystości. Ale im więcej czasu, energii i pieniędzy wkładali w dwór, tym trudniej było im się na to zdecydować. Postanowili, że pałac będzie ich domem. Ale otwartym. Właściciele organizują w budynku zajęcia z jogi i masaż kobido. A myślą o „piątkowych podwieczorkach” – otwartych spotkaniach z ciekawymi ludźmi.
– Widzimy, że mieszkańcy zaglądają za nasz płot czy przez bramę, są ciekawi jak wygląda park, który wielu z nich zna z czasów swojej młodości, dlatego chcemy otworzyć się także dla nich – mówi Joanna.
Pomimo, że praca przy budynku i otaczającym go parku nigdy się nie kończy, i że właściciele dopiero dwa lata temu pozwolili sobie na pierwszy urlop, nie żałują decyzji o kupnie i osiedleniu się w Kuliku. – Wiążemy swoją przyszłość z tym miejscem, z gminą Siedliszcze, i chcielibyśmy żeby jak najlepiej się rozwijała – mówią. A już niedługo w zabytkowym parku planują atrakcje dla mieszkańców i turystów. (bf)
















