Gmina Wyryki nie będzie musiała płacić 70 tys. zł na rzecz prof. Barbary Lebiedowskiej, która w 2015 roku miała wykonać ekspertyzę na temat planowanej w Wyrykach farmy wiatrowej. Pani profesor poczuła się urażona tym, że wójt Andrzej Ćwirta stwierdził, że wcale ekspertem nie jest i pozwała gminę do sądu, domagając się zadośćuczynienia finansowego.
W Sądzie Rejonowym w Lublinie zapadł wyrok (jeszcze nieprawomocny) w sprawie roszczenia finansowego w kwocie 70 000 zł w stosunku do gminy Wyryki, których żądała prof. Barbara Lebiedowska. Decyzja sądu jest korzystna dla gminy, bo całkowicie oddala roszczenie. – Niewątpliwie ewenementem całej rozprawy był fakt, że czterech radnych gminy Wyryki zeznawało w charakterze świadka strony pozywającej gminę – mówi wójt Andrzej Ćwirta.
Początek całego zamieszania wziął się z uchwały Rady Gminy Wyryki podjętej na sesji 25 marca 2015 roku. Wtedy to, z inicjatywy klubu radnych, do porządku obrad trafił projekt uchwały w sprawie opracowania obiektywnej niezależnej opinii dotyczącej wpływu na środowisko planowanej farmy wiatrowej „Wyryki”. Projekt uchwały nie precyzował, co miałoby zawierać takie opracowanie, ale jednoznacznie wskazywał osobę, która miałaby je wykonać oraz kwotę 3 000 zł, którą gmina miałaby za to zapłacić. Już w trakcie dyskusji nad uchwałą wójt zwracał uwagę radnym, że takie zapisy mogą budzić wątpliwości prawne. Ostatecznie uchwała została jednak przyjęta, a wójt zobowiązał się do jej realizacji. Podjął próbę uzyskania drogą formalną danych kontaktowych do osoby wskazanej przez radę jako tej, która miała wykonać ekspertyzę. – Paragraf 1 tej uchwały zawierał zapis, że wskazana przez radę osoba jest ekspertem Komisji Europejskiej – wyjaśnia Ćwirta. – Dlatego logicznym wydawało się wystąpienie do Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce o udostępnienie oficjalnych danych kontaktowych. Jednocześnie, zgodnie procedurą, uchwała w sprawie opracowania opinii, jak wszystkie uchwały Rady Gminy Wyryki, trafiła do organu nadzoru prawnego. Rozstrzygnięciem nadzorczym z dnia 24 kwietnia 2015 roku Wojewoda Lubelski stwierdził nieważność uchwały RG Wyryki w sprawie opracowania opinii, wytykając jej szereg wad prawnych. W tym samym okresie do Urzędu Gminy wpłynęła odpowiedź Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce informująca, że w rejestrach ekspertów nie udało się odnaleźć osoby, o której dane wystąpiliśmy. W związku z tym, że sprawa potencjalnej budowy farmy wiatrowej w Wyrykach budziła duże zainteresowanie lokalnej społeczności, postanowiłem podać do publicznej wiadomość okoliczności towarzyszące przyjęciu tej kontrowersyjnej uchwały. Do lokalnej prasy przekazane zostały informacje o tym, że Wojewoda Lubelski stwierdził nieważność tego dokumentu, zaś Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce nie odnalazło w rejestrach ekspertów nazwiska wskazanego w treści uchwały. Upublicznienie tych wiadomości wzbudziło oburzenie osoby wymienionej w treści uchwały, które ostatecznie przyjęło formę roszczenia finansowego. Roszczenie to jednak, o dziwo, nie było skierowane do autorów uchwały, czy też do Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej, a do gminy Wyryki przeze mnie reprezentowanej – dodaje wójt. – Ostatecznie swoje rozstrzygnięcie sprawa znalazła w Sądzie Rejonowym w Lublinie. W trakcie rozprawy na świadków powołano między innymi czterech radnych. Ci, pytani w trakcie rozprawy, kto był głównym autorem uchwały, od której zaczęła się cała sprawa, nie potrafili na to odpowiedzieć. Z rozbrajającą szczerością przyznawali, że w ogóle nie znają treści korespondencji pomiędzy Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce a Urzędem Gminy Wyryki. Jeden z radnych stwierdził nawet, że nie widzi żadnej różnicy między byciem jakimś tam ekspertem, a ekspertem Komisji Europejskiej. Przekonanie o właściwych kompetencjach osoby wymienionej w treści uchwały, radni, jak twierdzili, oparli na otrzymanym curriculum vitae tej osoby, które co prawda sporządzone było w języku francuskim, jednak dla radnych nie stanowiło to żadnego problemu. Wszyscy powołani na świadków radni w całej rozciągłości popierali roszczenia finansowe w stosunku do gminy Wyryki. Niektórzy z nich poczuli się nawet urażeni pytaniami zadawanymi przez reprezentującego na rozprawie gminę radcę prawnego. Na wniosek radnego Wojciecha Straczuka do porządku obrad sesji, która odbyła się 28 września 2017 r. wpisany został osobny punkt: Dyskusja na temat obsługi prawnej Urzędu Gminy Wyryki. W punkcie tym w trakcie sesji radny Straczuk stawiał radcy prawemu UG zarzut, że ten bardzo skrupulatnie zadawał mu konkretne pytania w trakcie rozprawy w Lublinie. W żaden sposób nie przekonywały go argumenty, że radca działa w celu właściwego reprezentowania interesów naszej gminy. Informacje przekazane do publicznej wiadomości radny Straczuk określił zaś mianem „gadaniem głupot do gazety”. Przez cały kilkunastomiesięczny okres trwania sprawy żaden z radnych nie zwrócił się do Urzędu Gminy o udostępnienie treści korespondencji pomiędzy Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce a Urzędem Gminy. Za to radny Mirosław Torbicz formalnie, na piśmie, w trybie dostępu do informacji publicznej dopytywał, z jakiej pozycji w budżecie gminy Wyryki miałyby pochodzić środki finansowe na wypłatę roszczeń z tytułu toczącego się postępowania przed sądem. Na sesji budżetowej ten sam radny, odnosząc się do sytuacji dotyczącej sprawy sądowej, próbował wyjaśnić, że zeznając w trakcie rozprawy nie bardzo wiedział, czego dotyczy sprawa i żeby się tego dowiedzieć specjalnie udał się na odczytanie wyroku. Pozwalając sobie na podsumowanie całej tej sytuacji, nasuwa mi się takie przemyślenie, że najlepiej oddałyby to słowa piosenki śpiewanej przez Kazika Staszewskiego, której fragment brzmiał: „Widzę to, co widzę i w ogóle się nie wstydzę, niech się wstydzi ten, co robi, nie ten, co widzi” – puentuje Andrzej Ćwirta. (bm)

