W czwartek (20 października) do dyżurnego policji zadzwonił mieszkaniec Włodawy twierdząc, że jego brat nie żyje, a potencjalnym mordercą może być sąsiad. Na miejsce natychmiast został skierowany najbliższy patrol policji, który bardzo szybko zakończył „śledztwo”.
Najpierw dyżurny z KPP we Włodawie odebrał telefon od mieszkańca miasta, który twierdził, że potrzebuje natychmiastowej pomocy i nie podając szczegółów rozłączył się. Próby dodzwonienia się na ten numer nie przyniosły żadnych efektów. Jakiś czas później ten sam człowiek zadzwonił ponownie, tym razem twierdząc, że jego brat nie żyje i że mógł zostać zamordowany przez sąsiada. Sprawę potraktowano priorytetowo i wysłano najbliższy patrol. Na miejscu okazało się, że żadnego zabójstwa nie było.
Owszem, brat zgłaszającego leżał i początkowo nie reagował na żadne sygnały, ale w końcu się obudził. Był po prostu bardzo pijany. Miał niemal 3 promile. Niewiele mniej, bo 2,4 wydmuchał zgłaszający „przestępstwo” jego starszy brat, który teraz odpowie za bezpodstawne wzywanie służb. – Takie sytuacje wciąż się zdarzają i mogą być bardzo poważne w skutkach, gdyby akurat w czasie policyjnej interwencji ktoś naprawdę potrzebował pomocy – mówi podisnp. Bożena Szymańska z KPP we Włodawie. (bm)

