Zapowiadał, że nie podaruje. Że gdyby to chodziło tylko o niego, pal licho, ale Paweł Białas groził jego narzeczonej i malutkiej córeczce. Teraz wycofał zeznania i milczy, bo radny dał mu podobno 2 tysiące złotych.
Wygląda na to, że w dzisiejszych czasach wszystko ma swoją cenę. Strażnik więzienny, który oskarżył chełmskiego radnego Pawła Białasa o próbę wymuszenia rozbójniczego i znieważenie, wycofał zeznania. Radny usłyszał zarzuty, ale postępowanie sądowe zakończyło się na etapie mediacji. Mimo że sprawa została wszczęta z urzędu, sąd zezwolił na to, bo czyn, jakiego dopuścił się radny, nie był „zbyt poważny”. W sytuacji, gdy – przykładowo – chodzi o znęcanie się, a ofiara i oprawca dogadają się, nie ma tak łatwo: kara musi być, choćby w najniższej formie. W tym przypadku jednak oczyszczenie się kosztowało radnego Białasa zaledwie 2 tysiące złotych.
W ubiegłym roku radny Białas pożyczył mężczyźnie 200 zł. Ten oddał połowę, a z resztą zwlekał, więc radny – w bandycki sposób – zaczął upominać się o pieniądze. Straszył pobiciem przez Czeczenów, wysyłał młodemu mężczyźnie zdjęcia jego narzeczonej i pisał: „Nic nie zagwarantuje bezpieczeństwie tobie ani twojej córce, która nic nie zawiniła. Chcesz przemocy, będziesz ją miał”. Na koniec radny miejski podjechał pod Zakład Karny i napluł mężczyźnie w twarz, gdy ten szedł do pracy. Wówczas przejęty i zdenerwowany całą sytuacją strażnik więzienny zapowiadał, że grożenia kilkulatce nie daruje nigdy. Zapewniał, że nie interesują go pieniądze – chce jednie, by „cwaniak Białas, który podpadł wielu osobom” wreszcie odpowiedział za swoje czyny. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że z wielkiej chmury jest mały deszcz. „Przejęty” groźbami i opluty strażnik wziął kasę i zamilkł. Przestał się odzywać i nie odbiera telefonu. (pc)
