Gdy psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej we Włodawie została zatrzymana za jazdę po pijaku, wydawało się, że do pracy z dziećmi wrócić nie powinna. W oczekiwaniu na sądowy wyrok dalej jednak nadal swoje obowiązki, z czym pogodzić się nie mogą niektórzy rodzice. Prawo mówi, że dopóki nie zostanie skazana prawomocnym wyrokiem, dopóty traktować powinno się ją jako osobę niewinną.
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna we Włodawie od lat służy pomocą dzieciom, rodzicom oraz nauczycielom z całego powiatu. W misji placówki czytamy: „Pomoc ta jest nastawiona na wszechstronny rozwój dziecka na miarę jego indywidualnych możliwości i potrzeb. Poradnia służy także pomocą nauczycielom przedszkoli i szkół znajdujących się w rejonie jej działania. Postępowania diagnostyczne i terapeutyczne prowadzone są w sposób profesjonalny i kompetentny przez pracowników psychologiczno-pedagogicznych systematycznie podnoszących swoje kwalifikacje zawodowe”.
Jednak ostatnie wydarzenia związane z jedną z pracownic poradni rzucają cień na wizerunek tej bardzo potrzebnej instytucji. Chodzi o Emilię K., psycholog i socjoterapeutkę, która pod koniec stycznia została zatrzymana przez Policję za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Do zdarzenia doszło pod koniec stycznia. Według relacji świadków, kobieta podjechała pod jedno z włodawskich przedszkoli, by odebrać dziecko. Jej stan wzbudził niepokój – wyglądała na nietrzeźwą.
Zawiadomiono więc Policję, która kilka minut później zatrzymała pojazd marki Mercedes na drodze powiatowej w miejscowości Wyryki-Adampol (gmina Wyryki). 38-letnia włodawianka wydmuchała ponad 2 promile alkoholu, więc zatrzymano jej prawo jazdy. O dalszym losie kobiety zdecyduje sąd. Za jazdę po alkoholu grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności oraz wysokie konsekwencje finansowe. Zaraz po zdarzeniu Emilia K. udała się na zwolnienie lekarskie, a dyrektor placówki Justyna Torbicz potwierdziła, że do tego momentu pracownica nie poinformowała oficjalnie o incydencie.
Jak wówczas podkreślano, dalsze decyzje miały zostać podjęte po zakończeniu zwolnienia i uzyskaniu wyroku sądu.
Ku zaskoczeniu wielu, mimo poważnych zarzutów oraz toczącego się postępowania karnego, Emilia K. została niedawno przywrócona do pracy. Decyzja ta spotkała się ze sprzeciwem ze strony rodziców, których dzieci korzystają z pomocy poradni. – Dzisiaj dowiedziałam się, że pani Emilia wróciła do pracy. Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że dyrekcja tej placówki na to pozwoliła? Zdecydowanie zbyt często takie sytuacje są zamiatane pod dywan!
Trzeba z tym walczyć, bo powierzamy tej i każdej placówce to co najcenniejsze – nasze dzieci. Sama doświadczyłam zamiatania pod dywan sprawy z nauczycielem pracującym w przedszkolu, który wyżywał się na dzieciach. Sprawa została zgłoszona, nauczyciel zawieszony na kilka miesięcy, po czym wrócił do pracy, a następnie od nowego roku szkolnego został przeniesiony do innej placówki, gdzie robił to samo kolejnej grupie przedszkolnej i znów jest zawieszony.
Z takimi patologiami trzeba walczyć, by nie doszło do jakiegoś nieszczęścia – pisze do redakcji oburzona czytelniczka z prośbą o wyjaśnienie całej sytuacji. Tego samego domagają się również rodzice i apelują o ponowne rozpatrzenie decyzji kadrowych w Poradni.
Justyna Torbicz, dyrektor placówki przyznaje, że pani Emilia po zwolnieniu lekarskim wróciła do swoich obowiązków służbowych, jednak dopóki nie otrzyma zawiadomienia z sądu o prawomocnym wyroku wobec podwładnej, nie będzie podejmowała wobec niej żadnych kroków. (bm)

