Na 10 lat pozbawienia wolności sąd skazał Tomasza K. ps. „Guma”, lidera zorganizowanej grupy przestępczej. Drugi przywódca przemytników i kluczowy świadek w sprawie nie doczekał wyroku, zmarł w areszcie zaraz po ponownym zamknięciu.
Kilka dni temu wyroki usłyszało 25 oskarżonych, w tym Tomasz K. ps. „Guma”, który kierował zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się przemytem papierosów przez polsko-ukraińską i polsko-białoruską granicę. Pozostali skazani to członkowie jego grupy. „Guma” został uznany winnym przerzutu nie mniej niż 2 mln 813 tys. paczek papierosów różnych marek o łącznej wartości blisko 37 milionów złotych oraz udzielenia pogranicznikom w sumie ponad 450 tys. zł łapówek. Zgodnie z wyrokiem Sądu Okręgowego w Lublinie ma spędzić w więzieniu 10 lat, zapłacić ponad 75 tys. zł grzywny i 3,4 mln złotych na rzecz Skarbu Państwa. Pozostali oskarżeni o udział w gangu i paserstwo usłyszeli wyroki do 3 lat pozbawienia wolności łącznie z grzywnami.
Nad sprawą pracował lubelski departament Prokuratury Krajowej. Ustalono, że grupa pod kierownictwem „Gumy” i znanego w Chełmie Radosława M. ps. „Malwa” działała od 2014 roku na terenie powiatów chełmskiego, włodawskiego i hrubieszowskiego. Jesienią 2017 r. Malwa, który miał m.in. werbować nowych członków, rozdzielać zadania i wręczać łapówki skorumpowanym mundurowym, został zatrzymany. Poszedł na ugodę z prokuratorem, zaczął sypać i wrócił do domu. Guma i inni usłyszeli zarzuty.
Śledczy ustalili, że papierosy zza granicy szły pontonami, a nawet za pomocą samolotu typu AN-2 (co najmniej 135 razy, z czego w 91 przypadkach przemyt doszedł do skutku). Samochody terenowe, które rozwoziły towar do dziupli, były specjalnie do tego przystosowane (napęd na cztery koła, o dużej mocy i pojemności, wyposażone w noktowizory, z podniesionym zawieszeniem). Z grupą współpracowali zawodowi żołnierze i skorumpowani funkcjonariusze straży granicznej (pogranicznicy dostawali za informacje o rozlokowaniu patroli od 5 do 10 tys. zł). To dzięki tym drugim możliwy był przemyt na tak ogromną skalę.
W 2019 roku, w dniu, w którym prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia, „Malwa” został ponownie zatrzymany. Chodziło jednak o coś zupełnie innego. W zamian za obietnicę złagodzenia kary inny podejrzany sprzedał śledczym informację o tym, że to Radosław M. stał za słynnym napadem na magazyn celników w Dorohusku w 2012 roku.
Prokuratura poprosiła sąd o nieumieszczanie „Malwy” w lubelskim areszcie śledczym z uwagi na to, że przebywali tam podejrzani ws. przemytów pod jego i „Gumy” kierownictwem. Mimo to sąd wydał nakaz umieszczenia M. w areszcie w Lublinie. Następnej nocy „Malwa” już nie żył. Współosadzony ponoć widział, jak zakłada na szyję pętlę z prześcieradła, ale nie zdołał go w porę wyswobodzić. (pc)

