– Wasz artykuł przyczynił się do otwarcia wielu serc na los Jerzego Mulawy – dziękuje w liście do redakcji pan Lech Wasiuk. Wraz z żoną od 40 lat opiekuje się niepełnosprawnym chełmianinem – jedną z ostatnich żyjących ofiar straszliwej rzezi na Wołyniu. Pan Jerzy ma 82 lata i dzięki darczyńcom wkrótce rozpocznie się remont jego mieszkania przy ul. Sienkiewicza, w którym żył przez lata w warunkach urągających ludzkiej godności.
Historię niepełnosprawnego pana Jurka Mulawy opisywaliśmy – z inicjatywy Mariana Lackowskiego, prezesa Stowarzyszenia na Rzecz Osób „Przytulisko” – jesienią 2022 r. w artykule „Nie wie, kim jest”. Jego tragiczne losy są niczym gotowy scenariusz na film. Podczas II wojny światowej banderowcy wymordowali rodzinę pana Jurka. On sam, jako około roczne dziecko, „gdzieś” na Wołyniu został wrzucony do studni wypełnionej ciałami. Jego płacz usłyszeli jacyś ludzie, którzy zlitowali się nad bezimienną sierotą, przywieźli do Chełma i oddali do miejscowego przytułku.
Nikt nie chciał adoptować dziecka z urazem głowy po okrutnej rzezi. Przygarnęło go małżeństwo, które pracowało w „ochronce”. Chłopiec nie poszedł do szkoły, nie nauczył się pisać ani czytać. Przybrani rodzice dali mu nazwisko. W dowodzie 82-letniego dziś mężczyzny widnieje nazwisko „Jerzy Mulawa”, urodzony w czerwcu 1942 r. Pan Jurek przez lata żył razem z przybranymi rodzicami w mieszkaniu przy ul. Sienkiewicza w Chełmie.
Zajmował się m.in. zamiataniem placu przy hucie szkła. Pewnego razu przybrany ojciec Jurka poprosił Lecha Wasiuka, chełmskiego przedsiębiorcę z branży ogrodniczej, o zajęcie dla swego podopiecznego. W ten sposób pan Lech poznał niepełnosprawnego mężczyznę. 40 lat temu opiekunowie pana Jurka zmarli, a on został sam, niezdolny do samodzielnego funkcjonowania. Pan Lech razem z żoną nie mieli sumienia pozostawić go na pastwę losu.
Od tamtego czasu dbają, aby pan Jurek był nakarmiony i miał w co się ubrać. Traktują go jak członka rodziny. Jeżdżą z nim na badania, bo pan Jurek cierpi na kilka chorób przewlekłych: leczy się kardiologicznie i na cukrzycę. Nasz artykuł sprzed dwóch lat był opowieścią o bolesnej historii, okrucieństwach wojennych, ale i o ludzkiej empatii, a także był apelem o wsparcie dla pana Jurka. Jego mieszkanie po rodzicach przy ul. Sienkiewicza nigdy nie było remontowane i jest w fatalnym stanie. Wszystko się w nim sypie od – tynków, po instalacje.
Ostatnio pan Lech napisał do naszej redakcji list, w którym dziękuje „Nowemu Tygodniowi” za pochylenie się nad losem pana Jurka oraz „pozytywne echo otwarcia serc osób prywatnych i instytucji”. W liście czytamy: „… Niepełnosprawnym Jerzym opiekuję się w pełni od ponad 40 lat, nie zabiegając o pomoc, gdyż nigdy nikt nie chciał mi jej udzielić. Z inicjatywy Pana Mariana Lackowskiego znającego los Jerzego Mulawy od pół wieku, redakcja opisała sytuację jednego z ostatnich żyjących ofiar tej straszliwej rzezi… Pan Marian prywatne życie poświęcił pomocy dziesiątkom osób.
Ja ośmieliłem się go zatytułować „nałogowy społecznik”. Wymowny Wasz artykuł był zaczynkiem pozytywnych odniesień dla losu Jerzego: Spółdzielnia „Społem” w Chełmie, pod kierownictwem Prezesa Krzysztofa Zająca, kolejny raz przekazała Jerzemu okazałe świąteczne paczki żywnościowe. Zespół Szkół Społecznych przy ulicy Hrubieszowskiej wspólnie z „Przytuliskiem” również przekazali paczkę żywnościową. Jerzy – stary człowiek, a cieszył się, jak dziecko. Przyjazną ręką ujął też Jerzego chełmski MOPR. Z tej strony przyszła pomoc o charakterze prawnym, medycznym – i to też bardzo cenne.
Kilka instytucji przekazało kwoty z odpisu podatku na rzecz „Przytuliska”. Obiecana jest też pomoc przy remoncie nieczynnej łazienki. Ogromną sprawą jest też wielka pomoc medyczna dla Jerzego od lekarza rodzinnego – Mariusza Ciosa (kierownik Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej „PROF-MED” w Chełmie – przyp. red.). Bez pomocy doktora przy tak wielu schorzeniach Jerzego nie podołałbym w opiece nad nim… Są też inne echa poruszonych życzliwych serc – ja, Lech Wasiuk – zobaczyłem wrażliwość na los nieszczęśliwego i mogę dziękować społeczności, że nie pozostawiła mnie samego…”.
Pan Jerzy przez ostatnie dwa lata bardziej podupadł na zdrowiu. Obecnie mieszka u państwa Wasiuków, którzy obawiają się o jego bezpieczeństwo w „sypiącym się” mieszkaniu przy ul. Sienkiewicza. Dzięki darczyńcom trwają przygotowania do remontu tego lokalu.
– W pierwszej kolejności wymienić trzeba instalację elektryczną, a potem odmalować ściany, wyremontować łazienkę – mówi M. Lackowski. – Jeśli ktoś zechciałby pomóc w tych pracach, to zapraszamy. Ręce do pracy są na wagę złota. Nie można pozostać obojętnym na los Jurka, bo to bezbronna osoba, która wiele złego w życiu doświadczyła.
Wszystkich, którzy zechcą wesprzeć pana Jurka, prosimy o kontakt z M. Lackowskim – tel. nr 607 663 444. Podajemy też numer konta stowarzyszenia „Przytulisko”, na który można wpłacać pieniądze na rzecz pana Jurka: 28 2030 0045 1110 0000 0277 8360 z dopiskiem: „Dla Jurka”; KRS stowarzyszenia: 0000465707 (również z dopiskiem „Dla Jurka”). (mo)

