Andrzej Rusiński, prawdopodobny kandydat na wójta gminy Włodawa w wiosennych wyborach, pojechał w czwartek (11 stycznia) z reprezentacją lokalnych struktur PiS do Warszawy, by bronić Kamińskiego i Wąsika. Dla jego byłych kolegów z Samoobrony było to jak policzek, bo to właśnie aresztowani posłowie stali za tzw. aferą gruntową, która doprowadziła do upadku Andrzeja Leppera i jego ugrupowania.
W czwartek (11 stycznia) pod wodzą Kamili Grzywaczewskiej, szefowej włodawskich struktur PiS, do Warszawy wyjechało kilkudziesięciu mieszkańców powiatu włodawskiego, by wziąć udział w marszu „w obronie wolnych mediów”, który tak naprawdę był marszem przeciwko aresztowaniu posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. I o ile udział w proteście wiceburmistrza Wiesława Holaczuka, powiatowego radnego Mariusza Zańki czy kierownika włodawskiego ARiMR Katarzyny Perczyk czy KRUS Maryli Łopąg nie dziwi, to już Andrzeja Rusińskiego jak najbardziej.
To znany działacz polityczny z gminy Włodawa, który w 2014 roku nieznacznie przegrał wybory o fotel wójta z Tadeuszem Sawickim. Od początku swojej kariery związany z Samoobroną, z której list startował do rady powiatu. Był bardzo mocno zaangażowany w partyjne struktury w czasie, gdy ruchem kierował Andrzej Lepper. Rusiński zasiadał wtedy nawet w prezydium krajowym tej partii. Wspominamy o tym nie bez kozery, bo wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących wyborach Rusiński rzuci rękawice obecnemu włodarzowi gminy Włodawa, czyli Dariuszowi Semeniukowi (PSL) wiążąc się właśnie z PiS.
O tym, że będzie popierany przez tę partię, może świadczyć właśnie jego obecność na czwartkowym proteście, bo – jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć – wszyscy kandydaci do kwietniowych wyborów samorządowych zostali „zaproszeni” na marsz przez partyjną wierchuszkę Prawa i Sprawiedliwości. Na zdjęciach z wyjazdu Rusińskiego próżno szukać. Nie widać go nawet na tym grupowym. Jego dawni koledzy z Samoobrony mówią wprost: „Obecność Rusińskiego na tym marszu to potwarz!”.
– Krew mnie zalewa, gdy się dowiedziałem, że ten człowiek niegdyś tak zaangażowany w walkę o sprawiedliwość społeczną i lepsze życie chłopów pojechał razem z PiS-em do Warszawy, żeby bronić ludzi, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za wrobienie Andrzeja Leppera w aferę gruntową i tym samym w rozpad Samoobrony, której bali się niemal wszyscy politycy w tamtych czasach. Za chwilę będzie pewnie chodził od domu do domu i prosił o głosy w wyborach na wójta. Ale jak możemy mu jeszcze ufać, skoro sprzeniewierzył nasze i swoje największe wartości? – pyta proszący o anonimowość dawny działacz Samoobrony.
Andrzej Rusiński był bardzo zdziwiony i zaskoczony naszym telefonem. Nie chciał przyznać czy faktycznie był w Warszawie. – Nawet gdyby, to nie jechałem tam jako działacz ani tym bardziej w obronie Kamińskiego czy Wąsika, bo jestem zdania, że od egzekwowania prawa są odpowiednie służby i instytucje. Był to marsz w obronie wolnych mediów, a ja jestem jak najbardziej za niezależnością telewizji i prasy. Nie jestem też jeszcze kandydatem na wójta. Owszem, dostałem taką propozycję od większościowego obecnie w radzie gminy Włodawa klubu Sprawiedliwa Gmina, ale ostatecznej decyzji w tej sprawie jeszcze nie podjąłem – wyjaśnia były czołowy działacz Samoobrony.
(bm, fot. PAP/Radio PIK)

