Chełmski szpital ma kłopot z otworzeniem oddziału chirurgii naczyniowej, mimo że dyrekcja załatwiła w Narodowym Funduszu Zdrowia kontrakt na jego finansowanie. Wszystko przez kadrę. Lekarze stawiają spore wymagania finansowe. Dyrektor zapewnia, że oddział wcześniej czy później powstanie, ale niestety rozwiewa nadzieję, że Chełm ma szanse na onkologię.
Kilka miesięcy temu gratulowaliśmy dyrektorowi chełmskiego szpitala, że załatwił pieniądze na otworzenie oddziału chirurgii naczyniowej. Lubelski Oddział NFZ „zabukował” fundusze a nawet ogłosił konkurs na zapewnienie szpitalnego leczenia w tym zakresie na terenie Chełma. Niestety, do dzisiaj oddziału nie udało się otworzyć. Na przeszkodzie stoi skompletowanie zespołu. A konkretnie lekarzy specjalistów. Do funkcjonowania oddziału i podpisania kontraktu potrzeba przynajmniej trzech lekarzy. A ci stawiają swoje wymagania. Nie wszyscy, z którymi rozmawia dyrekcja, mają chęć na dyżurowanie. Podobno woleliby pracować do godziny 15 i to bez weekendów. Inni żądają stawek, przez które ekonomiczne funkcjonowanie oddziału stoi pod znakiem zapytania.
– Trwają rozmowy i kompletowanie zespołu. Będziemy dążyć do tego, by oddział wcześniej czy później zaczął funkcjonować, bo jest potrzebny – mówi Jacek Buczek, dyrektor chełmskiego szpitala. Dodaje, iż od początku wiadomo było, że to nie będzie proste. Dyrektor nie boi się, że pieniądze z Funduszu przepadną. Mimo że lada miesiąc szykuje się rewolucja w funkcjonowaniu służby zdrowia, związana z likwidacją NFZ i tworzeniem sieci szpitali.
Niestety, dyrektor rozwiewa nadzieję, że w najbliższym czasie w Chełmie mógłby powstać oddział onkologiczny.
– Jest w Lublinie Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej i ścieżka postępowania i kierowania chorych w tej materii jest jasna – mówi. – Niestety, nie mam onkologów w szpitalu, którzy mogliby zabezpieczyć proces podawania chemii. A to, ile dziś oczekują lekarze, pozostawiam bez komentarza.
Nie ma też możliwości, by pacjenci z naszego terenu byli diagnozowani w COZL, ale chemię – o co od dawna postulują pacjenci i ich rodziny – dostawali na miejscu w Chełmie. – Niestety, ale nie ma czegoś takiego jak dzielenie kartofla na pół – mówi Buczek. (bf)
