Ksiądz prof. Alfred Wierzbicki nie będzie dłużej kierował Katedrą Etyki i wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. – To nie była łatwa decyzja, bo ten uniwersytet mnie uformował, sam również coś wniosłem w jego rozwój, ale nie chcę mieć już do czynienia z tym środowiskiem. Przejrzałem na oczy – tłumaczył, ogłaszając swoją decyzję, jeden z najbardziej znanych polskich etyków i duchownych.
Jako główny powód odejścia ks. Wierzbicki wskazał toczące się wobec niego na KUL postępowanie dyscyplinarne. Władze uczelni wszczęły je w ubiegłym roku po tym, jak etyk najpierw poręczył za aresztowanego działacza LGBT i krytykował w mediach stanowisko Episkopatu wobec mniejszości seksualnych. Co prawda na początku tego roku postępowanie dyscyplinarne zostało umorzone, ale ks. Wierzbicki uznał, że „sam jego przebieg to była jedna wielka sugestia, żeby odejść. Dręczono mnie i poniżano. Zacząłem myśleć, że nie chcę mieć do czynienia z tym środowiskiem – stwierdził w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla katolickiego magazynu „Więź”, ks. Alfred Wierzbicki.
Jako inny powód odejścia duchowny wskazał degenerację intelektualną i moralną uczelni. – Zrozumiałem, że KUL już mi nie zapewnia poszukiwania prawdy w wolności. Przejrzałem na oczy – wyznał profesor, który w międzyczasie podjął współpracę z UMCS.
Władze KUL nie chcą odnosić się do stwierdzeń swojego byłego już pracownika. Rzecznik uczelni dr hab. Robert Szwed w rozmowie z tvn.24 stwierdził, że decyzja o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec ks. Wierzbickiego była konieczna. – Tu chodzi o skalę pewnych wypowiedzi i zakres kontekstu, w którym coś się dzieje. Jeśli powstają jakieś grupy społecznego wsparcia albo denuncjacji, albo zaprzeczania, wówczas mamy do czynienia z problemem, który uniwersytet powinien rozważyć i tak też stało się w tym przypadku – powiedział rzecznik KUL. Z kolei minister edukacji i nauki, prof. KUL, Przemysław Czarnek nazwał, w mediach społecznościowych, księdza Wierzbickiego osobą sfrustrowaną – proponując mu modlitwę i refleksję nad sobą. RD

