Włodawski szpital ciągle nie ma działającego oddziału chirurgii. Dyrekcja i starosta robią wszystko, by go przywrócić, ale na drodze stoi wielka przeszkoda w postaci ogromnych pieniędzy. Ostatni kandydat na ordynatora chciał kilka tysięcy złotych za dobę dyżuru.
Od ponad dwóch miesięcy włodawski szpital pozostaje bez oddziału chirurgii. Na początku lutego dyrektor SPZOZ we Włodawie Teresa Szpilewicz ogłosiła konkurs w sprawie zawarcia umowy na pełnienie funkcji kierownika oddziału chirurgicznego z pododdziałem urazowo-ortopedycznym oraz na udzielanie świadczeń zdrowotnych przez lekarza specjalistę w dziedzinie chirurgii ogólnej. Były dwie oferty. Jedna nie spełniała podstawowych warunków, druga zaś opiewała na kwotę, której dyrekcja przyjąć nie mogła. To już kolejny konkurs, który pozostał bez rozstrzygnięcia, bo w pierwszym kandydaci na ordynatora sami rezygnowali w trakcie postępowania.
Starosta włodawski, któremu podlega szpital, cały czas myśli o tym, w jaki możliwie najszybszy sposób uruchomić potrzebny oddział. W piątek (18 marca) z dyrekcją placówki spotkanie umówili lekarze z innych oddziałów. Temat był jeden: przywrócenie chirurgii pod wodzą dotychczasowego ordynatora, czyli Artura Sitnika, który mocno poróżnił się z szefostwem szpitala. Konsensusu zabrakło i tym razem. – Robimy wszystko, by przywrócić chirurgię, ale zadanie jest bardzo złożone i trudne – mówi Szpilewicz. – W spotkaniu nie uczestniczył doktor Sitnik i nadal nie wiem, jakie postawi warunki. Jesteśmy otwarci na propozycje i czekamy na kontakt – dodaje dyrektor. (bm)

