Ubrani na czarno z transparentami „Odpowiedzialna praca nędzna płaca” i „Świadczymy pracę socjalną za pensję minimalną”, „Milczący protest – brak słów”, przyszli w ubiegły czwartek, po pracy, pod lubelski ratusz, pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Wymownym milczeniem upomnieli się o podwyżkę pensji, o którą walczą już od kilkunastu miesięcy.
W lubelskim MOPR pracuje blisko 500 osób. Większość z nich zarabia niewiele ponad minimalną krajową. Na początku ubiegłego roku działające w jednostce związki zawodowe wystąpiły o podwyżki i zmianę regulaminu płac.
Pracodawca tygodniami pozostawiał to bez odpowiedzi więc na początku sierpnia wystosowali oficjalne pismo z żądaniem podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 500 zł z wyrównaniem od 1 lipca i kolejnych 500 zł od 1 stycznia 2022 roku, zapowiadając, że nie spełnienie tych postulatów oznaczać będzie wszczęcie sporu zbiorowego i możliwość podjęcia akcji protestacyjnej. To też nie zrobiło na szefostwie Ośrodka i Ratuszu, większego wrażenia. Miasto, co prawda zapewniało, że „docenia trud oraz poświęcenie pracowników socjalnych i nieustannie poszukuje nowych możliwości i źródeł finansowania, by zapewnić właściwe warunki pracy sektorowi pomocy społecznej”, ale w ślad za tym żadnych kroków zmierzających ku podwyżce wynagrodzeń, nie podjęło.
Związkowcy weszli więc w zapowiadany spór zbiorowy, ale trwające rozmowy i mediacje nic nie przyniosły. W końcu cierpliwość i czara goryczy się przelała. W ubiegły czwartek Związek Zawodowy Pracowników Pomocy Społecznej oraz Koło Pracowników MOPR Organizacji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność”, działające w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Lublinie zorganizowały protest, po godzinach pracy, przed lubelskim ratuszem. Pod urząd przyszło kilkudziesięciu ubranych na czarno pracowników z transparentami, ale bez wznoszenia żadnych okrzyków. – Protest jest milczący, bo po trwających miesiącami jałowych rozmowach, brak już nam słów – wyjaśnia dr Grzegorz Orłowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej. – Nasz protest to wyraz coraz większej frustracji i przeciążenia pracą.
Dochodzą kolejne obowiązki, najpierw związane z pandemią, teraz z pomocą uchodźcom, a w ślad za tym nie ma żadnego wzrostu wynagrodzeń. Bardzo często dyrekcja oraz władze miasta podkreślają, że pracownicy MOPR pełnią misję, służbę. Dlatego też, mając świadomość roli jaką pełnimy, organizujemy protest poza godzinami pracy, tak aby nie zostawić osób wymagających wsparcia bez pomocy. Jednakże z drugiej strony z misji i służby nie da się żyć, niejednokrotnie nasze wynagrodzenia są niższe niż dochód naszych podopiecznych. Nasz milczący protest jest wołaniem o pomoc pracowników MOPR w Lublinie, którzy aby skutecznie pomagać muszą godziwie zarabiać – podkreśla związkowiec.
Pracownicy MOPR mówią, że mają świadomość, że sytuacja finansowa miasta jest trudna i są gotowi do pewnych ustępstw, ale oczekują od władz jakichś konkretnych zapowiedzi i terminów ich realizacji.
W ubiegły czwartek ich nie usłyszeli.
ZM


