Wizyta w wesołym miasteczku nie zawsze bywa beztroska. Trzeba być czujnym, zwłaszcza kiedy chodzi o dzieci. Przekonała się o tym nasza Czytelniczka, która w niedzielę, 7 lipca, ze swoimi pociechami odwiedziła lunapark w Okunince.
– Dzieci chciały przejechać się kolejką. Kupiliśmy bilety, dzieci usiadły w wagonikach i kiedy kolejka ruszyła, syn zaczął krzyczeć, że nie jest przypięty. Normalnie podniósł do góry blokadę. Widziałam, że bardzo się boi, był wręcz w histerii. Zaczęłam krzyczeć do pana odpowiedzialnego za pilnowanie tego, a on wcale nie reagował. Dopiero gdy podbiegłam do niego i krzyknęłam, że dziecko nie jest przypięte, po chwili zaczął zatrzymywać kolejkę – opowiada chełmianka.
Ostatecznie z przejażdżki wyszły nici, a dzieci najadły się strachu.
– Nie usłyszeliśmy od tego pana nawet słowa przepraszam. Udaliśmy się do kasy po zwrot pieniędzy za bilety. W tym stresie zaczęłam krzyczeć, że kolejka była niezabezpieczona. Pani, z którą rozmawiałam, była oburzona, że mam do niej pretensje, ale otrzymaliśmy zwrot pieniędzy – opowiada nasza Czytelniczka. Nie ukrywa, że cała sytuacja bardzo ją zdenerwowała. Uznała, że nie może tak tego zostawić i wezwała na miejsce policję.
– Z tego, co słyszałam już później, kolejnego dnia, nie było to pierwsze takie zdarzenie w wesołym miasteczku. Kilka lat temu ktoś został porażony w lunaparku prądem, a niedawno turyści utknęli na „diabelskim młynie” – mówi nasza rozmówczyni.
Mł. asp. Elwira Tadyniewicz, oficer prasowy włodawskich policjantów, potwierdza, że 7 lipca, ok. godz. 18, policjanci zostali wezwani do lunaparku w Okunince. Interweniujący mundurowi nie stwierdzili nieprawidłowości. Mężczyzna obsługujący kolejkę – obywatel Republiki Czeskiej – był trzeźwy, a urządzenie było sprawne i posiadało aktualny przegląd techniczny. Jak wyjaśnia pani rzecznik, policjanci zostali poinformowani, że zgłaszająca nie miała wiedzy na temat mechanizmu zamykania kolejki, stąd jej reakcja. (w)

