– Nie wypalił plan „A”, polegający na modernizacji chełmskiej ciepłowni, nie wyszedł, jak się okazało na szczęście, plan „B”, czyli kogeneracja, jednoczesne wytwarzanie prądu i ciepła – mówił na ostatniej sesji rady miasta Chełm Jakub Banaszek. Prezydent przyznał, że, na ten moment, jedyną nadzieją na niższe rachunki za ogrzewanie jest pozyskiwanie energii ze spalania śmieci. Trwa dopinanie wspólnej inwestycji spółki Cemex i miasta Chełm.
O problemach związanych z horrendalnymi cenami węgla, a tym samym rosnącymi rachunkami za ogrzewanie w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej, dyskutowano na ostatniej sesji rady miasta Chełm. Pretekstem było sprawozdanie z działalności spółki. Na początek głos zabrał Sławomir Zawiślak. Prezes MPEC stwierdził, że jedynym źródłem ciepła w chełmskiej ciepłowni jest węgiel, a na jego cenę spółka wpływu nie ma.
Opłata za ten rodzaj opału wzrosła w ostatnich miesiącach niemal trzykrotnie, rosną też ceny uprawnień za emisję dwutlenku węgla. Mimo to, według Zawiślaka, cena ciepła z węgla wciąż jest jedną z niższych. Przypomniał, że jakiś czas temu planowano by MPEC korzystał z tzw. kogeneracji, czyli z jednego surowca i w jednym procesie wytwarzał jednocześnie i ciepło, i energię elektryczną.
– Teraz nasza cena za gigadżul energii to 97 zł. Gdybyśmy mieli Kogenerację, to musielibyśmy płacić dużo więcej – przekonywał Zawiślak. Prezes MPEC stwierdził, że spółka robi wszystko, by ciepło nie drożało. Przeprowadza np. inwestycje, mające na celu ograniczenie strat ciepła na sieci. Longin Bożeński, przewodniczący rady miasta Chełm, dopytywał czy władze MPEC mogą zapewnić mieszkańców miasta, że ich kaloryfery będą tej zimy ciepłe.
– Mamy węgiel zabezpieczony do końca roku – zapewniał Andrzej Nowosad, główny inżynier ds. eksploatacji w MPEC. – Od 1 stycznia, by szukać oszczędności, obniżamy temperaturę grzania na sieci ze 140 stopni Celsjusza do 125 stopni, przy minus 20 stopniach powietrza na dworze – dodał.
Zaniepokojona rosnącymi rachunkami za ogrzewanie była Ewa Jaszczuk, prezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – W 2021 r. obarczono nas podwyżką za energię cieplną o 22 procent w stosunku do roku poprzedniego, w tym roku ten wzrost wynosi aż 80 procent w stosunku do 2021 roku. Niestety cena ciepła w naszym mieście jest jedną z najwyższych w województwie lubelskim, drożej jest tylko w Hrubieszowie. To nie wygląda dobrze – mówiła Jaszczuk. Prezes ChSM przyznała, że MPEC nie ma wpływu na cenę węgla, nikt nie mógł przewidzieć, że w lutym tego roku wybuchnie wojna w Ukrainie, że Polska wprowadzi embargo na rosyjski węgiel.
– Ale o wzroście opłat za emisję dwutlenku węgla było wiadomo dużo wcześniej – zauważyła. – W imieniu mieszkańców naszej spółdzielni, chciałabym zapytać pana prezydenta i pana prezesa MPEC czy są jakieś plany modernizacji ciepłowni. Kiedy mieszkańcy to odczują, kiedy będzie taniej? – mówiła. Jaszczuk krytykowała władze spółki. – W ChSM, mimo ciężkich czasów, na inwestycje wydaliśmy w ostatnim czasie ok. 8,8 mln zł. A w MPEC zaledwie 417 tys. zł. A przecież nas też dotyczy inflacja, wzrost cen energii, paliw – mówiła.
Prezes ChSM zaapelowała do władz miasta o jak najszybszą modernizację sieci ciepłowniczej, odejście od węgla i inwestycje w odnawialne źródła energii.
O pogarszającej się sytuacji mieszkańców ChSM mówiła Krystyna Aleksandrowicz, przewodnicząca rady nadzorczej Spółdzielni. – Chcę opowiedzieć o emerycie z emeryturą 1600 zł na rękę miesięcznie. Wydaje on lekką ręką na czynsz 500 zł, w tym 300 zł za ogrzewanie i podgrzanie wody. 100 zł wyda na prąd, 50 zł na gaz, 100 zł za media i 50 zł na telefon, żeby mieć kontakt z wnukami.
Wychodzi już nam 800 zł, zostaje drugie tyle. A trzeba kupić jeszcze drogie leki. Na chemię, żeby z brudu nie zginąć, na wyżywienie, czy na buty na zimę, nie mówiąc o nowej kurtce, już nie starczy. Ci ludzie też kiedyś ciężko i uczciwie pracowali, nie jest ich winą niska emerytura. Ludzie ci żyją biednie, ale godnie. My nie prosimy łaski, ale też nie pozwolimy, żeby robić z mieszkańców naszych bloków ludzi z marginesu – opowiadała Aleksandrowicz.
Po niej głos zabrał Jakub Banaszek. Prezydent Chełma przypomniał, że już w 2019 r. informował, w jak ciężkiej sytuacji znajduje się MPEC. – Już wtedy mówiłem, że ceny ciepła będą wzrastać – zauważył Banaszek. Prezydent zastanawiać nad tym, co zrobić, by ten trend odwrócić. Najlepiej byłoby przeprowadzić gruntowną modernizację ciepłowni, zrezygnować z węgla jako głównego źródła energii.
– Ale taka inwestycja kosztowałaby 90 mln zł, a tych pieniędzy miasto nie ma – kontynuował. Miastu udało się pozyskać 13 mln zł na stworzenie wspomnianej przez prezesa Zawiślaka kogeneracji, ale ostatecznie inwestycja nie doszła do skutku i dotację zwrócono. – Dziś wiemy, że na szczęście tak się stało, nawet mimo że oddaliśmy te pieniądze. Gdyby doszło do Kogeneracji, ciepło byłoby dziś w MPEC jeszcze droższe – mówił Banaszek.
Nie wypalił „plan A”, nie wypalił „plan B”, miasto przystąpiło do realizacji „planu C”. A ten, o czym już pisaliśmy, polega na pozyskiwaniu ciepła z chełmskiej Cementowni, która energię pozyskuje spalając śmieci. Banaszek dodał, że MPEC zrobił wszystko, co potrzeba, by ta współpraca się rozpoczęła. Spółka jest gotowa odbierać ciepło z Cementowni choćby jutro. Pewne prace wciąż są jednak prowadzone na terenie samej Cementowni, a na to miasto Chełm nie ma wpływu. – Należy zaznaczyć, że ciepło z Cementowni nie pokryje całkowicie zapotrzebowania MPEC. Na pewno jednak będzie tańsze niż to pozyskiwane z węgla – stwierdził Banaszek.
Głos w sprawie zabrała też Elżbieta Pendrak, przewodnicząca rady osiedla Słoneczne.
– Myślę, że mamy jeszcze „opcję D” – rozpoczęła i zaproponowała, by źródłem ciepła dla mieszkań w Chełmie uczynić wodór. – Na takie rozwiązanie zdecydowano się już w Tarnowskich Górach i w Sanoku. Wodór to bardzo dobre źródło energii, tanie i ekologiczne – mówiła Pendrak.
Prezydent Banaszek przyznał, że wodór byłby rozwiązaniem, ale wytwarzanie z niego ciepła to skomplikowany proces. – Do tego trzeba ludzi, którzy się na tym znają, doświadczonych. Mało jest takich osób w Polsce – stwierdził. Prezydent przyznał też, że w Chełmie „mamy problem z podstawowymi rzeczami, takimi jak literówki na przystankach”, a co dopiero z pozyskiwaniem energii z wodoru. Nawiązał tym samym do sytuacji, gdy na nowych przystankach ulicę Szwoleżerów określono ulicą „Szwokeżerów”.
Do tematu ciepła ze spalania śmieci będziemy wracać. (kg)

