Zrujnowany chodnik łączący al. Piłsudskiego z al. Zygmuntowskimi wzdłuż obiektów MOSiR wciąż nie doczekał się remontu. Choć nietrudno tam o połamanie nóg przedstawiciele MOSiR tłumaczą się, że mająca być zrealizowana latem tego roku inwestycja nie została podjęta, a wszystkiemu winna epidemia koronawirusa.
O skargach pieszych na fatalny stan chodnika biegnącego wzdłuż obiektów MOSiR (obok kortów tenisowych) między al. Piłsudskiego i al. Zygmuntowskich pisaliśmy w kwietniu tego roku. Stare, połamane, zapadnięte lub wystające płytki chodnikowe stanowiły prawdziwy tor przeszkód grożąc połamaniem nóg.
Przedstawiciele Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji „Bystrzyca” obiecywali wówczas, że z końcem wiosny wezmą się za jego naprawę. Od tamtej pory minęło pół roku, a prace nie ruszyły do dziś. Dlaczego? MOSiR wskazuje na trwającą epidemię koronawirusa i znacznie uszczuplone przez to wpływy do kasy spółki.
– Ze względu na utracone kilkumiesięczne przychody wynikające z zamknięcia obiektów, zdecydowana większość zaplanowanych na ten rok prac remontowych musiała zostać odłożona – wyjaśnia Miłosz Bednarczyk, rzecznik prasowy MOSiR. – Ten chodnik cały czas znajduje się na liście prac planowanych do wykonania – tyle, że już nie w tym, a w przyszłym roku. Szacowany koszt jego wymiany to 30 000 zł netto – dodaje rzecznik.
Okazuje się, że remont chodnika może wiązać się z koniecznością usunięcia rosnącego wzdłuż niego szpaleru okazałych, kilkudziesięcioletnich topoli. – Od wcześniejszego rozwiązania tej kwestii może być uzależniona skuteczność naprawy chodnika. Zamówiliśmy w tej sprawie opinię dendrolog.
Specjalista wstępnie orzekł, że korzenie topoli rosnących pomiędzy kortami a parkingiem dewastują i ogrodzenie, i chodnik, a stwarzają również niebezpieczeństwo, ze względu na swoją wysokość. Jeśli potwierdzi to ostateczna opinia, to uruchomimy procedurę wycięcia drzew, a wtedy będzie można przystąpić do naprawy chodnika – dodaje Miłosz Bednarczyk.
Marek Kościuk

