Od kilku tygodni Jakuba Banaszka, prezydenta Chełma, można zobaczyć w nowej limuzynie – czarnej Skodzie Superb, na lubelskich tablicach rejestracyjnych. Niektórych kłuje to w oczy, dla innych to normalność, bo przecież na wyposażeniu urzędu musi być sprawny służbowy samochód. 11-letni Peugeot 407 w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa…
Zakup służbowego samochodu do urzędu zawsze wywołuje kontrowersje. Nawet jeśli argumenty przemawiające za tym, by kupić auto wydają się nie do podważenia, znajdą się tacy, którzy wymienią całą masę powodów na nie i w ostrych słowach skrytykują taką decyzję rządzących. Tym bardziej w Chełmie, w mieście zadłużonym po uszy.
Ostatni służbowy pojazd dla magistratu kupiła Agata Fisz, uznając, że 9-letni wówczas Peugeot 406 jest już mocno wysłużony. W kwietniu 2008 r. wybór padł na następcę 406-tki – Peugeota 407. Auto w ciągu 11 lat przejechało około 250 tys. km. Jak dowiedzieliśmy się, samochód ma uszkodzoną skrzynię biegów i jej naprawa wiąże się z wydatkiem około 2 tys. zł. A kilkunastoletni pojazd ma to do siebie, że im starszy, tym więcej czasu spędza w warsztacie.
Kilka tygodni temu na parking pod urząd miasta zajechała czarna Skoda Superb na lubelskich tablicach rejestracyjnych. Zakup samochodu scedowano jednak na miejską spółkę, Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami. – Auto wzięliśmy w leasing – wyjaśnia Tomasz Pomiankiewicz, prezes PGO.
– Jest to samochód z wyprzedaży rocznika 2018 i dostaliśmy spory rabat. Skoda jest warta około 100 tys. zł. Nasza spółka podpisała umowę z miastem o wynajmie pojazdu dla urzędu. Magistrat za wynajem płaci tyle, ile wynosi rata leasingowa.
Nowe auto urzędu jest wyposażone w silnik benzynowy o pojemności 1,5 l i mocy 150 KM. (r)

