Najpierw wyzywał od najgorszych, potem uderzył w twarz i popchnął. W końcu wyrwał starszej kobiecie telefon i połamał go na kolanie. Wszystko przez to, że zrobiła zdjęcia cmentarnych śmieci wywiezionych do lasu przez jego brata. Sprawą zajęła się już Policja.
Mieszkanka gminy Wyryki zauważyła, jak jeden z mieszkańców parafii w Lubieniu wiezie cmentarne śmieci w stronę lasu. Postanowiła, że pojedzie po jego śladach i zrobi zdjęcia. Gdy wracała do samochodu, drogę zajechał jej brat tego mężczyzny. Zaczął ją wyzywać, straszyć spaleniem, w końcu uderzył ją otwartą ręką w twarz i popchnął.
Następnie wyrwał jej telefon komórkowy, którym chwilę wcześniej robiła zdjęcia wywiezionych do lasu śmieci i połamał go na kolanie, by organa ścigania nie miały dowodów na sprzeczne z prawem działanie jego brata.
Okazało się, że spóźnił się z niszczeniem dowodów, bo napadnięta chwilę wcześniej przesłała fotografie swojej córce.
– Nie miałam dobrego zdania o tym człowieku, ale nigdy bym nie pomyślała, że pobicie starszej kobiety przyjdzie mu tak łatwo – mówi napadnięta.
Wszystko działo się na początku października. Po tym, jak napastnik odjechał, poszkodowana natychmiast wsiadła do swojego auta i pojechała do córki, by ta z jej telefonu zadzwoniła na Policję. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu bardzo szybko i zaczęli działać. Efektem są postępowania prowadzone przeciwko mieszkańcowi Lubienia.
– Aktualnie prowadzone są dwa postępowania dotyczące opisywanej sytuacji – mówi asp. Elwira Tadyniewicz z KPP we Włodawie. – Pierwsze dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej mieszkanki gminy Wyryki przez znanego jej mieszkańca tej samej gminy. Z zawiadomienia poszkodowanej wynika, że została uderzona przez tego mężczyznę otwartą ręką w twarz oraz popchnięta, a upadek spowodował u niej obrażenia. Za pobicie grozi kara do 3 lat więzienia. Drugie postępowanie dotyczy zniszczenia mienia przez tego samego człowieka, za co grozi do 5 lat pobawienia wolności – wyjaśnia pani rzecznik.
Wywóz i składowanie cmentarnych śmieci przez osoby nieuprawnione, nawet na prywatnej posesji, jest niezgodny z prawem. A w parafii w Lubieniu taki proceder trwa podobno od około czterech lat i to za zgodą księdza. – Poprosiłem tego człowieka o uprzątnięcie jedynie odpadów organicznych – mówi proboszcz Adam Haraszczuk. – Z tego, co wiem, ma on na posesji kompostownik, więc może je u siebie składować. Oczywiście między tymi odpadami mogą znaleźć się jakieś odpady funeralne, ale z tego co wiem, to takich śmieci nie było.
Mam umowę z tym parafianinem, że u siebie na posesji sortuje odpady i wszystko, co nie podlega pod kompost, wraca na cmentarz i jest odbierane przez firmę, więc żadnych nieprawidłowości tu nie ma – wyjaśnia proboszcz. Ale trochę z prawdą jednak się rozmija, bo jeszcze w czwartek (23 października) obok pryzmy śmieci organicznych znajdował się tzw. big bag wypełniony po brzegi sztucznymi kwiatami, plastikowymi wkładami od zniczy itp. Jak jednak zapewnił proboszcz, wszystko to ma z powrotem trafić na cmentarz. (bm)

