Krzyki, oskarżenia o manipulacje i łamanie przepisów, straszenie prokuraturą. Na spotkaniu w Stawie dotyczącym przebiegu linii wysokiego napięcia emocje wzięły górę. Jeszcze nigdy żadna sprawa nie poróżniła tak mieszkańców gminy Chełm. Każdy chce, aby sześćdziesięcio-metrowe słupy stanęły z dala od jego domu.
Spotkania w sprawie budowy linii 400 kV Chełm – Lublin Systemowa domagali się mieszkańcy Ochoży Kolonii, Nowosiółek Kolonii i Józefina. To oni podpisali się pod protestem do gminy Chełm, dotyczącym przebiegu inwestycji Polskich Sieci Energetycznych. Nie zgadzali się, aby linia przebiegała w odległości kilkudziesięciu metrów od ich domów. Było jasne, że zwołane przez Agencję Promocji Inwestycji z Warszawy (przedstawiciel inwestora) poniedziałkowe spotkanie w Zespole Szkół w Stawie będzie pełne emocji. Wiesław Kociuba, wójt gminy Chełm, już na wstępie poprosił mieszkańców o rozwagę. Zastrzegł, że przedsięwzięcie i tak musi dojść do skutku, a odsunięcie przebiegu linii od jednych gospodarstw, spowoduje jej przysunięcie do innych. Zebrani chcieli konkretów, a długie wykłady o technicznych aspektach przedsięwzięcia tylko ich zniecierpliwiły. Po przeszło godzinie, w trakcie wystąpienia eksperta z Politechniki Wrocławskiej o natężeniach pól elektromagnetycznych, jedna z mieszkanek nie wytrzymała. Przeklęła, pytając naukowca, jakie będzie natężenie w jej domu, skoro linia przebiegać ma zaledwie 150 metrów od niego. Zapewnienia o tym, że zaprojektowana zgodnie z przepisami linia nie będzie negatywnie oddziaływała na środowisko i ludzi, nie przekonały zebranych. Ludzie szeptali, że opinie te nie mogą być obiektywne, skoro ekspert przyjechał na zaproszenie inwestora. Zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo, gdy jeden z mieszkańców zarzucił inwestorom, że przy wytyczaniu przebiegu linii nie wzięto pod uwagę źródełka w Nowosiółkach Kolonii, a to narusza szereg przepisów dotyczących ochrony przyrody. Zasugerował, że sprawą powinna się zająć prokuratura. Kilka osób podjęło temat zwracając uwagę, że trzeba ściągnąć „zielonych”.
Ostra wymiana zdań rozpoczęła się, gdy w końcu przedstawiono mieszkańcom mapy, obrazujące wypracowany po ostatnich konsultacjach przebieg linii. Powstało zamieszanie. Kilkadziesiąt osób obstąpiło mapy. Przesuwając po nich palcami i przekrzykując się, próbowali ustalić odległości słupów od swoich domów. Przedstawiciele inwestora próbowali wyjaśniać, jak powstawały kolejne wersje przebiegu linii, ale nie było to łatwe.
– Wytyczony po spotkaniach konsultacyjnych w lutym i marcu br. wariant spotkał się z protestem – stwierdził Jacek Harbuz z Agencji Promocji Inwestycji. – Należało go zmienić. Od tamtego czasu zorganizowano trzy spotkania z grupą osób reprezentującą mieszkańców. Dyskutowano nad ośmioma różnymi wariantami. Ostatecznie opracowano dziewiąty, zaakceptowany przez grupę mieszkańców. Ten wariant prezentujemy dzisiaj.
Te słowa wywołały burzę i poróżniły mieszkańców.
– O jaki wariant chodzi? Żadnego wariantu grupa nie zaakceptowała, jaka grupa? Proszę wskazać nazwiska! – grzmiał jeden z mężczyzn.
Harbuz odpowiedział, że to „manipulacja”, bo ma protokół ze spotkań, na którym wytypowano wspólną propozycję przebiegu linii. Emocje próbował studzić Krzysztof Szymański, rzecznik prasowy inwestycji. Wyjaśniał, że zaproponowany początkowo przez grupę mieszkańców (którzy złożyli protest) tzw. wariant północny, obejmujący przesunięcie linii w okolice „Stawskiej Góry”, nie jest możliwy do realizacji. Tłumaczył, że rozwiązanie to wydłużyłoby przebieg linii i zwiększyło koszty jej budowy. Argumentował, że trasa ta nie wchodzi w rachubę, bo od początku nie uwzględniały jej dokumenty planistyczne, nie była konsultowana z okolicznymi mieszkańcami, a do tego teren ten wchodzi w skład rezerwatu przyrody. Rozemocjonowani mieszkańcy próbowali forsować swoje racje. Każdy chciał, aby linia przebiegała z dala od jego zabudowań. Ale oddalenie linii od jednych domów powoduje jej przysunięcie do innych. I to mocno skłóciło mieszkańców. Jednemu z inicjatorów protestu omal nie dostało się za to, że chciał odsunąć od siebie słupy energetyczne kosztem innych osób.
Po prawie trzech godzinach spotkania Szymański wziął mikrofon do ręki i oznajmił stanowczo, że linia energetyczna i tak musi powstać.
– Zobaczyłem tu emocje, na które się nie zgadzam – stwierdził Szymański. – Nie chcę, żeby ktoś mi wymachiwał palcem. Wykonujemy swoją pracę. Ta linia musi powstać. Wariant północny nie jest możliwy do realizacji bez zerwania przetargu. Tak uznał inwestor, kiedy przedstawiliśmy mu tę propozycję. Poinformowaliśmy o tym fakcie grupę mieszkańców na spotkaniu i zapytaliśmy, co w takiej sytuacji jest dla nich priorytetem. Odpowiedziano nam, że priorytetem jest bezpieczna odległość od budynków. Odsunęliśmy więc linię jak najdalej od domów. Proponujemy dziś rozwiązanie, w którym odległość linii od najbliższych zabudowań jest nie mniejsza niż sto metrów. Wcześniej było to siedemdziesiąt metrów.
Ostateczna wersja przebiegu linii nie została ustalona. Pod uwagę wciąż brane są dwie wersje (ta przedstawiona podczas poniedziałkowego spotkania, a także zbliżona do zaprezentowanej na konsultacjach z przełomu lutego i marca br.). Sprawa skłóciła mieszkańców, ale wiele też zarzuca się urzędnikom. Protestujący uważają, że byli lekceważeni, a ich postulaty ignorowane. Do tematu wrócimy. (mo)
