Skandal na całe województwo. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy jest podejrzanych o oszustwa ubezpieczeniowe, wyłudzanie odszkodowań za sfingowane wypadki i udział w grupie przestępczej. Wśród nich są strażnicy graniczni z Chełma i Dorohuska oraz strażnicy więzienni z Włodawy. A to dopiero początek, bo śledczy podejrzewają też policjantów. Niewykluczone, że w sprawę zamieszani są też chełmscy lekarze.
O sprawie informowaliśmy jako pierwsi zaraz po tym, jak Biuro Spraw Wewnętrznych SG wkroczyło do siedziby Nadbużańskiego Oddziału przy ul. Trubakowskiej w Chełmie („Prowokowali wypadki i wyłudzali odszkodowania”). Wówczas prowadząca śledztwo Prokuratura Regionalna w Lublinie, zasłaniając się jego dobrem, nie chciała podawać żadnych szczegółów. Dziś znane są już nowe fakty w tej bulwersującej sprawie, w którą zamieszani są funkcjonariusze z trzech grup zawodowych oraz lekarze.
Na naszym podwórku sprawie od dawna przyglądał się chełmski ośrodek Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Śledczy wraz z BSW odkryli, że wielu pograniczników z Chełma i placówki straży w Dorohusku dość często ulega drobnym wypadkom. Nagminnie przewracali się na rowerach czy potykali o wystający krawężnik i doznawali urazów.
Okazało się też, że wszyscy mają po kilka polis ubezpieczeniowych z tytułu NNW, dzięki czemu z tytułu kolejnego wypadku pobierają świadczenie nie od jednego, ale wielu ubezpieczycieli. Szybko wyszło na jaw, że wśród mundurowych to dość powszechne zjawisko, które dotyka też funkcjonariuszy służby więziennej z Włodawy i dalej, mundurowych z niemal całego województwa, a także bliskich członków ich rodzin, których również obejmowało ubezpieczenie.
Wtedy do akcji wkroczyła Prokuratura Regionalna, na polecenie której niegodziwi funkcjonariusze zostali zatrzymani (wśród podejrzanych jest m.in. Tadeusz K., funkcjonariusz ZK we Włodawie oraz były mistrz Polski i wicemistrz Europy w zapasach).
Śledczy ustalili już dane prowodyra. To jeden z lubelskich mundurowych wpadł na pomysł zarabiania na odszkodowaniach. A że – jak mówią śledczy – przedstawiciele służb znają siebie nawzajem, kolejni z innych jednostek szybko dołączyli do grupy niegodziwców.
Pomysłów na wypadek nie brakowało – od feralnego upadku z roweru, przez niewłaściwe postawienie nogi podczas wysiadania z auta czy schodzenia ze schodów, po upadek ze stołka w trakcie wymiany żarówki czy wieszania firanki. Część z nich była od początku zmyślona, a część odpowiednio podkoloryzowana, żeby dostać więcej pieniędzy. Szacuje się, że w ten sposób wyłudzono nawet milion złotych! Pojedyncze kwoty odszkodowań wynosiły od kilku do około 20 tysięcy złotych.
– Sprawdzamy okres od 2010 roku. Weryfikujemy, które wypadki rzeczywiście miały miejsce, a w ilu przypadkach doszło do wyłudzeń – mówi Jerzy Ziarkiewicz, Prokurator Regionalny w Lublinie.
Śledczy postawili na razie zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i udzielenia pomocy osobom, które wyłudziły ubezpieczenia, trzem lekarzom – dwóch z nich to pośrednicy, którzy odsyłali funkcjonariuszy do Piotra R. (ortopedy z Parczewa). Ten sporządzał dokumentację dla ubezpieczycieli, a nawet sam, mając umowę z niektórymi firmami odszkodowawczymi i ubezpieczeniowymi, oceniał ją i przyznawał mundurowym odpowiedni stopień uszczerbku na zdrowiu. Zatrzymany nie przyznał się do winy.
Niewykluczone, że chciwym pogranicznikom z Chełma i Dorohuska pomagał też któryś z miejscowych lekarzy. Sprawa jest rozwojowa i cały czas zatrzymywane są kolejne osoby. Jak na razie zarzuty usłyszało 78 podejrzanych (większość to właśnie funkcjonariusze SG, zostali osadzeni w areszcie i mają zakaz wykonywania czynności służbowych), ale śledczy wiedzą już niemal na pewno, że odszkodowania wyłudzali też policjanci. Postawienie im zarzutów to jedynie kwestia czasu. (pc)

