Radni z PiS wydali stanowisko dotyczące sytuacji w powiecie chełmskim, tj. wniosku o odwołanie starosty i zarzutów prokuratorskich w sprawie inwestycji w Wierzbicy. Apelują do „osoby odpowiedzialnej za ten stan rzeczy”, żeby nie zrzucała winy na pracowników starostwa i wzięła odpowiedzialności za swoje czyny. – PiS teraz apeluje, ale przecież od początku przymykał oko i pozwalał na te i inne kombinacje – słychać komentarze.
Im bliżej wyborów tym widać coraz większy zgrzyt w koalicji PiS i PSL w powiecie chełmskim. Niedawno wicestarosta Jerzy Kwiatkowski obruszał się, że nie uwzględniono go jako organizatora i gospodarza powiatowej uroczystości w Bańkowszczyźnie. A na sesji, 28 listopada, odczytał stanowisko klubu radnych PiS w sprawie tego, co się dzieje w powiecie, czyli wniosku opozycji o odwołanie starosty i doniesień o zarzutach prokuratorskich za inwestycję w Wierzbicy. Prosił o powstrzymanie emocji i nie wydawanie wyroków przed zakończeniem śledztwa.
– Popieramy wszechstronne wyjaśnienie tej sprawy i ukaranie winnych. Jednocześnie kategorycznie sprzeciwiamy się wikłaniu w sprawę i próbę zrzucania winy na pracowników starostwa, apelując o pokorę i wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny przez osobę odpowiedzialną za ten stan rzeczy – czytał J. Kwiatkowski.
W powiecie krąży pogłoska, że „osoba odpowiedzialna za ten stan rzeczy”, stara się w swoich zeznaniach obciążyć wszystkich dokoła, sama chcąc wyjść ze sprawy obronną ręką.
– Pragniemy zauważyć, że miejsce powiatu pod względem inwestycyjnym i finansowym, w którym obecnie jesteśmy, jest głównie zasługą niespotykanej dotąd skali inwestycji rządowych PiS, jak i pracy zarządu powiatu oraz pracowników starostwa z panią skarbnik Agatą Niemczyk na czele – czytał stanowisko J. Kwiatkowski.
Opozycji wicestarosta wypominał, jakie (w domyśle mniejsze) inwestycje realizowała będąc u władzy w powiecie i jaką prowadziła politykę kadrową, „kupując radnych poprzez intratne stanowiska w zarządzie powiatu”. W swoim stanowisku PiS uważa, że odwołanie starosty na krótko przed wyborami może prowadzić do destabilizacji a decyzję o tym, kto powinien trafić do rady powiatu, należy pozostawić wyborcom. Innego zdania jest opozycja, która uważa, że odwołanie Deniszczuka zaprowadzi w końcu porządek w powiecie i ukróci prywatę, na którą PiS od początku przymykał oko (a teraz zbiera tego żniwo). Działacze PiS już dawno denerwowali się, że starosta Deniszczuk buduje swój wizerunek i pozycję na powiatowych inwestycjach, pomijając rolę koalicjanta. I mówili, że wicestarosta na to nie reaguje. – Obudził się na koniec kadencji, kiedy już na to za późno, kiedy pozycja PiS spadła, a struktury w powiecie są w rozsypce i wszyscy już wiedzą, że szanse na powtórzenie wyniku wyborczego sprzed pięciu lat i zdobycie sześciu mandatów w radzie powiatu, są nierealne – mówią teraz. Uważają też, że apel Kwiatkowskiego to próba ratowania swojego stanowiska, bo zgodnie ze statutem powiatu, odwołanie starosty jest jednoznaczne z odwołaniem wszystkich członków zarządu.
Mimo to klub radnych PiS nie narzuca dyscypliny w głosowaniu nad wnioskiem, „pozostawiając to do indywidualnej oceny i decyzji każdemu z radnych”. (bf)

