Miał przejść badanie na oddziale ratunkowym a po kilku godzinach zostać wypisany do domu. 85-latek został znaleziony zakrwawiony pod budynkiem szpitala. Po kilku dniach zmarł. Rodzina żąda wyjaśnień i zgłasza sprawę do prokuratury.
Do szpitala w Chełmie wpłynęła skarga na personel Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Rodzina uważa, że doszło do zaniedbań, której mogły doprowadzić do wypadku i – jak się później okazało – nawet śmierci pacjenta.
22 maja 85-letni pan Zbigniew zasłabł w domu. Karetka zawiozła go na SOR. Córka, która przyjechała na oddział zobaczyć, co się dzieje z ojcem, relacjonuje, że był w dobrym stanie, przytomny i był z nim normalny kontakt.
– Personel szpitala poinformował mnie, że nie ma jeszcze wyników badań, więc mogę przyjechać za 2-3 godziny, żeby dowiedzieć się, co z tatą. Wtedy okaże się czy zostaje w szpitalu, czy będę mogła zabrać go do domu – relacjonuje pani Grażyna, córka pana Zbigniewa.
Po wskazanym czasie zadzwoniła na oddział zapytać, czy może przyjechać odebrać tatę. Od lekarza usłyszała, że nie stało się nic złego, że to było zwykłe zasłabnięcie, które zdarza się w tym wieku, więc można odebrać tatę do domu. Kiedy przyjechała na miejsce, ojca nie było w sali szpitalnej. Personel tłumaczył, że prawdopodobnie poszedł do toalety. Ale pracownicy innego oddziału podnieśli wrzawę, krzyczeli, że ktoś zakrwawiony leży na zewnątrz. Okazało się, że to pan Zbigniew. Pacjent leżał niedaleko szpitalnej kuchni. Był nieprzytomny, miał sine ślady na głowie. Pacjenta przetransportowano na SOR i wykonano badanie tomografem. Okazało się, że mężczyzna miał rozległego krwiaka w głowie. – Dopiero po dwóch i pół godzinie trafił na OIOM. Wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. I niestety już się nie wybudził. Zmarł 1 czerwca – mówi pani Grażyna.
Rodzina chce ustalić, co się stało i czy pracownicy oddziału nie zaniedbali swoich obowiązków. Bliscy pana Zbigniewa mogą zrozumieć, jak doszło do tego, że chorego pozostawiono bez opieki i sam opuścił oddział. – Skoro pogotowie zabrało go do szpitala, to powinien być pod opieką. A pojechał po śmierć – mówi pani Grażyna.
Córka uważa, że podczas pobytu nie zapewniono jej ojcu odpowiedniego nadzoru i opieki medycznej. A stan zdrowia został zignorowany, przez co pogorszył się, co przyczyniło się do tej tragedii.
Skargę na personel oddziału pani Grażyna pisała tuż po zajściu, jeszcze przed śmiercią taty. Domagała się w niej m.in. wyjaśnień dotyczących przebiegu leczenia oraz nadzoru nad pacjentem oraz przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego i wyciągnięcia konsekwencji wobec tych, którzy mogli się przyczynić do narażenia zdrowia i życia ojca. Później zgłosiła sprawę do Narodowego Funduszu Zdrowia, rzecznika praw pacjenta a także prokuratury, która rozpoczęła już pierwsze czynności.
– Sprawa jest bardzo delikatna. Na razie niewiele mogę powiedzieć, bo próbujemy wyjaśnić, co się stało. Zażądaliśmy wyjaśnień od personelu, który bezpośrednio zajmował się pacjentem. Zabezpieczyliśmy nagrania z monitoringu. Będzie posiedzenie komisji ds. zdarzeń niepożądanych, która zapozna się z cały materiałem i mamy nadzieje, że wyjaśni czy ktoś tutaj zawinił – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu w Chełmie. (reb)

