15-letnia dziewczyna chciała dorobić sobie na wakacjach, ale „pracodawca”, który ją zaprosił do siebie, postanowił perfidnie ją wykorzystać. Tak twierdzi nastolatka, która zgłosiła gwałt. Sprawca miał dodatkowo grozić jej nożem i robił jej kompromitujące zdjęcia.
Choć mężczyzna początkowo został uniewinniony, sąd odwoławczy skrytykował wyrok i nakazał sprawę zbadać od początku. W tym tygodniu zapadnie w tej sprawie kolejny wyrok.
Koszmar młodej uczennicy rozegrał się latem 2014 r. Dziewczyna w Internecie zamieściła ogłoszenie, że poszukuje dorywczego zajęcia. Wtedy odezwał się do niej 31-latek z Lublina. W esemesie zaproponował spotkanie w mieszkaniu. Nastolatka sądziła, że ma podpisać umowę. Kiedy tylko przekroczyła próg, rozpoczął się jej dramat. Jak twierdzi, została zgwałcona, a jej oprawca, grożąc jej nożem, robił jej zdjęcia i ją filmował. Według śledczych robił to po to, aby potem szantażować ofiarę. Dziewczyna wykorzystała chwilę nieuwagi i półnaga, bez telefonu, uciekła z mieszkania. Potem opowiedziała matce, co ja spotkało.
Przed sądem ruszył proces, ale zakończył się uniewinnieniem oskarżonego, co było szokiem dla prokuratury i rodziny pokrzywdzonej. Sąd pierwszej instancji uznał, że do gwałtu nie doszło. Stwierdził, że dziewczyna sama decydowała się na intymne spotkanie. „Możliwe po to, aby… świętować swoje 15. urodziny i wejść w dorosłość” – oceniał wówczas sąd, który uznał, że wersja o gwałcie mogła być zemstą, za to, że dziewczyna nie dostała pieniędzy.
Sąd odwoławczy uchylił jednak kontrowersyjny wyrok, określając wcześniejszą ocenę czynu za wręcz… infantylną. Dowodem popierającym wersję nastolatki są nie tylko opinie biegłych psychologów, ale też zdjęcia wykonywane podczas spotkania. Na jednym z nich widać nawet nóż, a twarz dziewczyny zdradza zawstydzenie i strach. – Samo zaproszenie do mieszkania wyglądało na podstęp – stwierdził sąd, badający apelację, który nakazał zbadać tę sprawę jeszcze raz. Kolejny proces już się zakończył. Teraz sędziowie ogłoszą nowy wyrok. LL
