Radny Jarosław Wójcicki, któremu starosta Piotr Deniszczuk zalazł nie raz za skórę, ma teraz okazję się mu odgryźć. Ostatnio pytał, jak ma się do niego zwracać – „panie starosto Deniszczuk, czy panie starosto Piotrze D.” – nawiązując do zarzutów, które postawiła mu prokuratura.
Piotr Deniszczuk wiele razy atakował, obrażał i dyskredytował swojego dawnego kolegę z PSL – Jarosława Wójcika. A zaczęło się, kiedy komisja rewizyjna w Radzie Powiatu, której szefował Wójcicki, chciała wyjaśnić sprawę cichej inwestycji w Wierzbicy. Deniszczuk rękami swoich radnych odwołał członów komisji, a J. Wójcicki wystąpił z klubu radnych PSL, a potem odszedł z partii. Radny nieraz musiał wysłuchiwać pod swoim adresem docinków starosty, który jak powszechnie wiadomo do osób charakteryzujących się kulturą nie należy. A jedna z tych odzywek trafiła nawet do prokuratury, gdy podczas sesji starosta miał nazwać radnego wulgarnym słowem.
Ale „przyszła kryska na Matyska”. Teraz radny odgryza się staroście. Na ostatniej sesji zapytał prawniczkę powiatu, jak ma się zwraca do starosty, żeby go nie obrazić i żeby nie narazić siebie na zniesławienie. – Czy mam mówić panie starosto Deniszczuk, czy panie starosto Piotrze D.? – nawiązał do zarzutów, które w związku z wspomniana budowa drogi w Wierzbicy, postawiła mu prokuratura z Białej Podlaskiej. Mecenas na początku nie odpowiedziała, a gdy radny nie ustępował i na koniec sesji ponowił pytanie, stwierdziła, że życzliwiej będzie używać pełnego nazwiska. (bf)

