Między posesjami przy ul. Chłodnej zadomowił się młody koziołek. Nie chce wrócić tam, skąd przyszedł i wywołuje spore poruszenie wśród okolicznych mieszkańców.
Rogacz nie stwarza problemów, ale jego obecność podzieliła okolicznych mieszkańców i urzędników. Nikt nie chce jego krzywdy i wszyscy są zdania, że powinien jak najszybciej wrócić do swojego naturalnego środowiska. Ale zwierzę samo odejść nie chce. Jedni uważają, że w takiej sytuacji koniecznie trzeba interweniować i koziołka przetransportować do lasu. Inni mówią, że trzeba czekać aż znudzi mu się towarzystwo ludzi i sam sobie pójdzie.
– To dzikie zwierzę i powinno wrócić na łono natury – mówi nasz rozmówca. – A co jeśli wybiegnie na ulicę i dojdzie do nieszczęścia? Nie wiadomo, czy powinno się go dokarmiać czy poić. Ale jak tu zwierzęciu, które jest jak w potrzasku w upał wody nie podać? Najgorsze, że nikt nie chce zająć się sprawą.
Chełmianie dzwonili na policję, ale dowiedzieli się, że to sprawa straży miejskiej. Akurat była niedziela, więc strażnicy nie pracowali. Gdy po jakimś czasie pojechali na miejsce, koziołek spacerował po posesji.
– Nie mamy możliwości, aby zabrać zwierzę i przewieźć je w inne miejsce, sprawę przekazaliśmy administratorowi schroniska – informuje Marek Huk, p.o. komendanta Straży Miejskiej w Chełmie. – Koziołek jest dokarmiany i pojony przez mieszkańców.
I tu jest problem, bo działacze ze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt apelują, że dzikich zwierząt absolutnie dokarmiać nie można. Ostrzegają, że jeśli zwierzę się oswoi, problem będzie jeszcze większy. Im większa ingerencja człowieka, tym gorzej – tego samego zdania jest Mirosław Blacha, administrator chełmskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt.
– Nie widzę potrzeby ingerowania, rogacz się tam dostał, to się też wydostanie – mówi Blacha. – Próbując go stamtąd wypłoszyć możemy mu tylko zrobić krzywdę. Jeśli nie uda się podać mu środka usypiającego to zwierzę wpadnie w panikę, będzie próbowało uciekać, może się pokaleczyć, wybiec na ulicę. Widocznie zasmakowało roślin, które są w tej okolicy i urządziło sobie tam bazę żerową. Zwierzę jest zdrowe, wydostanie się. Tym bardziej, że zbliża się ruja.
Okoliczni mieszkańcy o pomoc prosili m.in. jednego z chełmskich weterynarzy, który próbował znaleźć dla koziołka schronienie w jednym z ośrodków dla dzikich zwierząt. Bezskutecznie. On też mówi, że im dłużej dzikie zwierzę przebywa wśród ludzi, tym gorzej.
Mariusz Kluziak ze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt radzi mieszkańcom ul. Chłodnej pootwierać bramy i czekać, aż zwierzę odejdzie.
– Odłowienie sarny to trudna sprawa i może bardziej zaszkodzić niż pomóc – mówi Kluziak. – Najlepiej w tej sytuacji pootwierać bramy, pozamykać psy i zwierzę którejś nocy samo sobie pójdzie. Podobną sytuację mieliśmy przy ogródkach działkowych przy al. Piłsudskiego. Też chodziło o sarnę i zastanawialiśmy się z panem Blachą, czy interweniować i podawać środek usypiający, ryzykując, że się to nie uda, a wtedy dojdzie do nieszczęścia. Ostatecznie pootwierano wszystkie możliwe bramy i furtki i zwierzę samo się wydostało. Absolutnie nie wolno dokarmiać dzikich zwierząt. Mogą to robić tylko myśliwi, w określonych miejscach i sytuacjach, według określonych zasad. (mo)
