Mimo fatalnej pogody, padającego deszczu ze śniegiem i porywistego wiatru ok. 200 rolników z powiatu krasnostawskiego uczestniczyło w minioną środę w proteście zorganizowanym w Zakręciu (gm. Krasnystaw) na drodze krajowej DK17. – Jesteśmy zdeterminowani w związku z coraz trudniejszą sytuacją ekonomiczną swoich gospodarstw i drastycznym spadkiem opłacalności produkcji – mówi „Nowemu Tygodniowi” Radosław Parka, koordynator strajku, delegat Lubelskiej Izby Rolniczej na powiat krasnostawski.
Około dwustu rolników, w tym sześćdziesięciu na traktorach, pojawiło się w Zakręciu w samo południe, 24 stycznia. Zgromadzili się wzdłuż ul. Polewanej, w okolicach Galerii Panorama. Jak mówi Radosław Parka, koordynator krasnostawskiego strajku i delegat Lubelskiej Izby Rolniczej na powiat krasnostawski, pikieta miała charakter ostrzegawczy, dlatego rolnicy nie blokowali drogi.
– Jesteśmy zdeterminowani w związku z coraz trudniejszą sytuacją ekonomiczną naszych gospodarstw i drastycznym spadkiem opłacalności produkcji – tłumaczy przyczyny manifestacji Parka. – Na razie, zgodnie z zaleceniami związków rolniczych, protest ma charakter ostrzegawczy, ale jeśli nie przyniesie to zamierzonego efektu, dojdzie do zaostrzenia jego formy o blokady dróg – dodaje.
Czego domagają się rolnicy? – Mamy dwa główne postulaty. Pierwszym jest przeciwdziałanie bezcłowemu importowi płodów rolnych z Ukrainy, który destabilizuje nasz rodzimy rynek, przyczyniając się do drastycznego obniżenia cen naszych płodów rolnych. Praktycznie każda branża rolnicza notuje obecnie spadki i jak tak dalej pójdzie gospodarstwa zaczną upadać – wyjaśnia Parka.
Drugim postulatem są zmiany w tzw. Zielonym Ładzie i Wspólnej Polityce Rolnej, które prowadzą m.in. do ograniczenia produkcji mięsa.
– Nie jesteśmy przeciwni pomocy Ukrainie. Sami, jako Izby Rolnicze, woziliśmy pomoc humanitarną, doceniając poświęcenie tych ludzi w walce o swój kraj, ale także pośrednio bezpieczeństwo Polski. Jednak oczekujemy wypracowania schematów importu płodów ukraińskich jedynie na zasadzie kontrolowanego tranzytu przez nasz kraj. Afryka potrzebuje ukraińskiej żywności, my nie. Jesteśmy jako Polska samowystarczalni – komentuje Radosław Parka.
Delegat LIR uważa, że dopuszczenie na rynek europejski towarów rolno-spożywczych z krajów pozaunijnych, bez żadnych regulacji, jest skrajną nieodpowiedzialnością Komisji Europejskiej i zagraża istnieniu naszych gospodarstw. – To zagraża szeroko rozumianemu bezpieczeństwu żywnościowemu Europejczyków. Nie ma na to naszej zgody – podsumowuje.
Protest przebiegał spokojnie. Policja nie odnotowała żadnych zdarzeń. (kg)

