Gdy odzywa się instynkt, a pożądanie jest silniejsze od rozumu, czas i miejsce nie mają najmniejszego znaczenia. Młoda para uprawiała seks nad „Gliniankami”, a starsi kiwali głowami z niesmakiem.
Jedni preferują w łóżku, drudzy – mniej zachowawczy – lubią urozmaicenia i szukają przygód. Słoneczna aura sprzyja wybuchom uczuć, ale widok pary uprawiającej seks w miejscu publicznym wywołuje mieszane emocje – jedni przecierają oczy ze zdumienia, inni się śmieją, a jeszcze inni uważają to za dewiację.
– W biały dzień kopulowali nad „Gliniankami”. Nie mają domu? Ludzie przychodzą nad wodę z dziećmi, całymi rodzinami – mówi oburzony Czytelnik, który w ubiegły poniedziałek po południu zastał nad brzegiem zbiornika młodych w jednoznacznej sytuacji.
Seks w miejscu publicznym traktowany jest jako nieobyczajny wybryk. Nakryci na chwilach uniesienia muszą się liczyć z tym, że do domów każde z nich może wrócić z mandatem i wypiekami na twarzy od wstydu.
– To są bardzo sporadyczne przypadki, zazwyczaj chodzi o zgłoszenia dotyczące bezdomnych będących pod wpływem alkoholu. Ostatnio nie mieliśmy jednak żadnego tego typu zgłoszenia – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Park, ławka, przystanek autobusowy – każde miejsce jest dobre na igraszki. Najbardziej popularne w regionie – parking nad Zalewem Żółtańce. Pożyczone od rodziców samochody masowo „bujają się” wieczorami przed wejściem na plażę. I nikogo to nie dziwi. (pc)
