Tragiczny finał poszukiwań zaginionego piłkarza. Pijany i pod wpływem środków odurzających 21-latek spadł z 18-metrowego silosu. Zginął na miejscu, a jego koledzy uciekli i nie powiadomili służb. Prokurator zdecydował, że nie staną przed sądem.
21-latek z Chełma, wieczorem 8 kwietnia, wyszedł z domu, by spotkać się ze znajomymi. Kiedy po dwóch dniach nie wrócił i nie nawiązał kontaktu z rodziną, zaniepokojeni bliscy zgłosili jego zaginięcie.
Następnego dnia kryminalni dostali cynk, że powinni przeszukać prywatny teren w Kamieniu, na którym stoją nieczynne silosy zbożowe. Pojechali na miejsce, przy pomocy miejscowych strażaków-ochotników otworzyli bramę i weszli na teren obiektu. Chwilę później ujawnili zwłoki poszukiwanego 21-latka. Ciało leżało na betonowym placu przy silosach.
Po nitce do kłębka ustalono, że 21-latek wraz z grupą znajomych (czterech młodych mężczyzn i kobieta) pojechali do Kamienia. Pijane towarzystwo chciało pod osłoną nocy wspiąć się na 18-metrowy silos, oświetlając sobie drogę latarką w telefonie. W pewnym momencie 21-latek stracił równowagę i runął na beton (sekcja wykazała w jego organizmie obecność środków odurzających i ponad 2 promile alkoholu). Koledzy spanikowali i uciekli. Policjanci zatrzymali do wyjaśnienia sprawy. Ściągnięta do komendy 35-latka, która z nim wtedy była, tak się zestresowała przesłuchaniem, że trzeba było wzywać karetkę.
Zmarłego w tragicznym okolicznościach 21-latka pożegnali jego koledzy z GKS Pławanice Kamień. Chłopak był wychowankiem Chełmianki, skąd przeszedł do UKS Niedźwiadek Chełm, a następnie do pławanickiej drużyny.
Tymczasem prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku art. 162 kodeksu karnego (nieudzieleni pomocy). Po kilku miesiącach postępowanie zostało jednak umorzone. Zdaniem prokuratora 21-latek zginął na miejscu w wyniku poważnych obrażeń, co wykluczało możliwość udzielenia mu jakiejkolwiek pomocy. (pc)

