Wciąż nie ma pewności, kto ukradł 1,4 mln zł z auta właściciela kantoru przy al. Armii Krajowej w Chełmie. Wiele wskazuje też na to, że zatrzymany po napadzie na kolejny kantor, przy ul. Hutniczej, jest niewinny. Czy właściciele pozostałych punktów wymiany walut w Chełmie mają się czego obawiać? Czy za napadami stoi ten sam sprawca?
4 sierpnia mężczyzna w czapce z daszkiem i dużych, ciemnych okularach wpadł do kantoru przy ul. Hutniczej. Z bronią w ręku sterroryzował pracownicę, związał ją taśmą i czmychnął z gotówką (ponad 45 tys. zł). Trzęsąca się ze strachu kobieta opowiedziała potem policji, że widziała, jak rabuś odjeżdża na rowerze. 10 sierpnia policjanci namierzyli prawdopodobnego sprawcę napadu, 32-letniego Ukraińca. Mężczyzna usłyszał zarzuty.
Po kilku dniach prowadzonego śledztwa okazuje się, że podejrzany o dokonanie napadu może być niewinny. Poszkodowana mówiła, że sprawca miał wschodni akcent – jest zatem obywatelem Ukrainy lub go udawał. Podczas pierwszego rozpoznania za weneckim lustrem kobieta nie wskazała nikogo, przy drugim – gdy 32-latek stał już w rzędzie razem z innymi – wskazała właśnie na niego. Powiedziała, że jest pewna na 80-90 proc. Wątpliwości wzbudziły jednak wyniki badań biologicznych i przeprowadzony na miejscu eksperyment. Czy nie do końca sprawny fizycznie mężczyzna byłby w stanie tak szybko zbiec z miejsca popełnienia przestępstwa? Na dodatek z nagrania kamery monitoringu wynika, że sprawca był o wiele niższy (zatrzymany ma 1,9 m wzrostu). Śledczy podchodzą zatem do sprawy ostrożnie, a podejrzany pozostaje pod dozorem policji. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie, która prowadzi czynności w tej sprawie, planuje upublicznić nagranie z kamery kantoru – ma to pomóc w ustaleniu faktycznego sprawcy. Gdyby się okazało, że 32-latek jest niewinny, odpowie jedynie za posiadanie amunicji (w momencie zatrzymania miał przy sobie pocisk 9 mm).
Choć to nie jedyny kantor obrabowany w te wakacje, operacyjni pracujący nad obiema sprawami, nie widzą związku. Prawdopodobnie sprawca napadu na punkt przy ul. Hutniczej zainspirował się lipcowymi wydarzeniami przy al. Armii Krajowej.
1,4 mln zł wyparowało
Początkowo policja dla dobra sprawy w ogóle nie chciała ujawnić, o jaką kwotę chodzi. Nic dziwnego. Okazuje się, że właścicielowi kantoru obok przystanku busów zniknęło aż 1,4 mln zł! Doszło do tego w lipcu, gdy 52-latek podjechał samochodem przed drzwi kantoru i wysiadł z auta, by otworzyć punkt. Sprawca miał w tym czasie zabrać z przedniego siedzenia dwie torby (w jednej były pieniądze, w drugiej laptop i broń), pobiec na przystanek, wsiąść do busa jadącego do Lublina i odjechać. W trakcie przeprowadzonego na miejscu eksperymentu właściciel przekonywał, że tak właśnie wyglądało całe zajście. Mężczyzna na ten moment jest wiarygodnym świadkiem, ale pojawiają się pewne wątpliwości…
Śledczym trudno uwierzyć w to, że człowiek parkuje 1,5 m przed drzwiami kantoru, wychodzi, nie gasząc silnika (52-latek utrzymuje, że chciał ochłodzić turbinę), po czym w ogóle nie słyszy odgłosu otwieranych drzwi samochodu i nie widzi przez ramię dobierającego się do jego mienia złodzieja. Na dodatek zeznania właściciela odnośnie ukradzionej kwoty nie pokrywają się z zeznaniami jego żony. Dzień wcześniej mężczyzna miał wziąć od kolegi z Lublina (z tej samej branży) sporą kwotę do wymiany w swoim kantorze (ok. 1 mln zł) – właśnie te pieniądze były w skradzionej torbie.
Z drugiej strony sprzedawczynie okolicznych punktów mówią o kręcącym się tego dnia obok przystanku mężczyźnie z torbami. Nawet gdyby rabuś faktycznie wskoczył do busa, ślad za nim urywa się przy ul. Ruskiej w Lublinie.
Właściciel kantoru nie chce rozmawiać na temat kradzieży. Choć po namowach umówił się na telefon następnego dnia, przestał odbierać… (pc)

