33 zdobyte punkty, 25 strzelonych goli, zaledwie 12 straconych, drugie miejsce w tabeli, dwa oczka straty do liderującego Motoru Lublin – tak przedstawia się bilans trzecioligowych piłkarzy Chełmianki na półmetku rozgrywek III ligi. Dorobek, patrząc na to, że podopieczni Artura Bożyka są beniaminkiem, jest imponujący. Chełmski zespół okazał się rewelacją rozgrywek. Wyprzedził uważane przed sezonem za faworytów dwie rzeszowskie drużyny, Stal i Resovię, a także inne wyżej notowane ekipy, KSZO Ostrowiec, czy Podhale Nowy Targ. O kończącym się powoli piłkarskim roku i planach na kolejny rozmawiamy z prezesem chełmskiego klubu, Grzegorzem Gardzińskim.
Nowy Tydzień: – Równo tok temu Chełmianka była w zupełnie innym miejscu. Co prawda przewodziła stawce w czwartej lidze, ale wtedy chyba nikt nie przypuszczał, że po awansie do III ligi, gra zespołu będzie aż tak dobra, a pozycja w tabeli tak wysoka.
Grzegorz Gardziński: – Przed rokiem rundę jesienną zakończyliśmy efektownym zwycięstwem 4:0 nad Hetmanem Zamość. Ta wygrana była bardzo ważna, bo pozwoliła nam powiększyć przewagę do pięciu punktów. Pamiętajmy, że przed tym spotkaniem Hetman tracił do nas tylko dwa oczka. Gdyby wygrał, nie wiadomo, jak potoczyłaby się runda wiosenna. Ostatecznie zdominowaliśmy rozgrywki, zapewniając sobie awans już na trzy kolejki przed ich zakończeniem. Obecny sezon rozpoczęliśmy z zupełnie innym celem. Wiedzieliśmy, że mamy mocny zespół, że jesteśmy w stanie pokrzyżować szyki faworytom i to w rundzie jesiennej pokazaliśmy. Nawet w przegranych spotkaniach ze Stalą Rzeszów, czy Motorem Lublin graliśmy jak równy z równy i tylko brak szczęścia spowodował, że nie zdobyliśmy w tych meczach ani jednego punktu. Przypomnę, że w pojedynku ze Stalą decydującą bramkę straciliśmy po pechowym strzale samobójczym, a Motor wbił nam gola na trzy minuty przed końcem meczu.
– Gra Chełmianki mogła się podobać, była komplementowana na zewnątrz. Dużo ciepłych słów pod adresem piłkarzy padło po meczu na Arenie Lublin, mimo porażki.
– Tę drużynę, co pokazały mecze w III lidze, stać na wiele. Już w pucharowych starciach z Rozwojem Katowice i Zagłębiem Sosnowiec piłkarze zaprezentowali grę, która napawała optymizmem na przyszłość. Mimo, że przegraliśmy z Zagłębiem 0:3, z postawy drużyny mogliśmy być zadowoleni. Przypomnę tylko, że gole straciliśmy dopiero w ostatnim kwadransie, a przy 0:1 nie wykorzystaliśmy rzutu karnego.
– Co było siłą tej drużyny jesienią?
– Przede wszystkim zgranie. Po awansie do III ligi bardzo zależało nam na tym, aby utrzymać skład, który wygrał czwartą ligę. To się udało, bo z zawodników z wyjściowej jedenastki praktycznie odszedł jedynie Damian Falisiewicz. Trener nie musiał od początku budować zespołu, tak jak to miało miejsce w poprzednich sezonach. Dlatego też zanotowaliśmy udany start, a nasze wyjazdowe zwycięstwa w Oświęcimiu, Sandomierzu, czy Radzyniu Podlaskim pokazały, że mamy drużynę z charakterem. W meczu z Sołą rywal stworzył sobie dwie, trzy super okazje do zdobycia gola, nie wykorzystał ich, a my w ciągu kilkunastu minut zadaliśmy trzy ciosy i było po zawodach. Z Wisłą wyszliśmy z jeszcze większych opresji, bo rywal miał rzut karny, obroniony przez Damiana Drzewieckiego, a w samej końcówce „setkę” na 1:1. W Radzyniu Podlaskim przez ponad pół godziny graliśmy w dziesięciu i na dobrą sprawę Orlęta tylko raz zagroziły naszej bramce. Zresztą dobra gra w obronie sprawiła, że obok Resovii straciliśmy najmniej goli z całej stawki.
– Kilku piłkarzy wykonało milowy krok do przodu, jeśli chodzi o rozwój.
– Też to dostrzegamy. Najlepszym przykładem jest Przemek Banaszak. Gdy przychodził do nas latem 2016 roku, borykał się z licznymi problemami zdrowotnymi. Klub mu pomógł. Po kilku rozegranych meczach musiał pauzować ze względu na urazy i tak było w kółko. Przemek zimą ciężko przepracował okres przygotowawczy, ustabilizował formę i z każdym meczem jego gra była coraz lepsza. W zakończonej rundzie był rzeczywiście w gazie. Gdyby wykorzystał jeszcze kilka okazji, które wypracowali mu koledzy z drużyny, przewodziłby w klasyfikacji najlepszych strzelców. Osiem bramek w lidze i jedna w Pucharze Polski to naprawdę dobry wynik, zważywszy, że Przemek ma dopiero 20 lat i choć przed przyjściem do naszego klubu miał na koncie mecze w III lidze, to jego talent eksplodował dopiero w Chełmiance. Duża w tym zasługa naszych trenerów, Artura Bożyka i Dariusza Banaszuka. Wraz ze sztabem szkoleniowym jesteśmy przekonani, że ten zawodnik, jeśli kontuzje go ominą, wiosną będzie grał jeszcze lepiej. Ma olbrzymi potencjał. Podobnie jest z Mateuszem Kompanickim. W rundzie jesiennej pokazał, że jest graczem uniwersalnym, mogącym wystąpić z powodzeniem na różnych pozycjach. W pamięci kibiców pozostaną jego piękne gole w Radzyniu Podlaskim i Tarnowie. Po kontuzji Kuby Niewęgłowskiego do składu wskoczył Piotrek Chodziutko i w roli środkowego obrońcy poradził sobie naprawdę dobrze, choć obawialiśmy się, czy sobie poradzi. Dziś wiemy, że nasze obawy były nieuzasadnione. Ciągle rozwija się Michał Maliszewski, o czym świadczy ostatni dobry w jego wykonaniu mecz w Daleszycach. To cieszy tym bardziej, że „Mali” przez prawie dwa miesiące leczył kontuzję. Udaną rundę mają za sobą inni młodzi zawodnicy, Dawid Niewęgłowski i Przemek Koszel. Mocnymi punktami tej drużyny byli: Michał Wołos, Paweł Uliczny, Michał Kobiałka i bramkarz Damian Drzewiecki, o czym świadczy liczba minut rozegranych przez nich jesienią. Wołos to prawdziwy wojownik, przywódca tej drużyny. Kilka kapitalnych spotkań mimo problemów zdrowotnych rozegrał Paweł Jabkowski, zawodnik z charakterem, twardo grający, który wsadzi głowę tam, gdzie niejeden piłkarz nie włożyłby nogi. Jemu też klub bardzo pomógł, a on za to odwdzięczył się swoją postawą na boisku. Zresztą każdy z naszych graczy miał duży wkład w wyniki, jakie Chełmianka osiągnęła w tym roku. Aleks Prytuliak strzelił pierwsze cztery gole w rundzie jesiennej. Hubert Kotowicz oprócz dwóch trafień zaliczył kilka asyst. Dobre zmiany dawali rezerwowi Michał Budzyński i Daniel Chariasz. Myślę też, że dużo pożytku będziemy mieli z Michała Kowalczyka. Kontuzja spowodowała, że nie mógł w pełni pokazać swoich możliwości, ale w meczu z Wólczanką, w którym od 20 minuty do końca grał z poważnym urazem, pokazał wojowniczy charakter.
– Chełmianka nie po raz pierwszy udowodniła, że na wyjazdach czuje się jak u siebie w domu, a może nawet i lepiej…
– W 2017 roku przegraliśmy tylko jeden ligowy mecz na terenie przeciwnika, z Motorem Lublin, w dodatku pechowo, bo sędzia nie uznał nam prawidłowo zdobytej bramki na 1:0. To pokazuje, że dla nas nie ma różnicy czy gramy u siebie, czy na boisku rywala. Do każdego meczu podchodzimy bardzo poważnie, zawsze chcemy wygrać, sprawiać radość naszym kibicom, niezależnie od tego, na jakim stadionie gramy. Oczywiście, że zależy nam bardzo na tym, by punktować w każdym meczu u siebie, ale patrząc na poprzednie sezony w III lidze i tak jest duża poprawa. Z dziewięciu rozegranych spotkań w Chełmie pięć wygraliśmy, jeden zremisowaliśmy. Na pewno można było uniknąć porażek ze Stalą Rzeszów i Wiślanami Jaśkowice. Te mecze przegraliśmy pechowo. Podhale natomiast miało szczęście, bo trafiło na naszą słabszą dyspozycję i problemy kadrowe.
– Zespół po rundzie jesiennej plasuje się na pozycji wicelidera rozgrywek. Co dalej?
– W dalszym ciągu zamierzamy grać najlepiej jak potrafimy, w każdym meczu walczyć o zwycięstwo, a czas pokaże, jak to wszystko zakończy się. Przypomnę, że faworytem tych rozgrywek jest Motor Lublin, a w gronie piłkarskich ekspertów wciąż wyżej notowane są drużyny rzeszowskie, czy KSZO. W tej lidze jest jeszcze kilka dobrych drużyn, które mogą namieszać. Wiele zależy od dyspozycji danego dnia. Pokazały to wyniki jesiennych meczów. Kto by przypuszczał, że Soła Oświęcim, która pokonaliśmy w 2. kolejce 4:0 na jej terenie, rozgromi Motor Lublin 6:0, a potem przegra u siebie ze Spartakusem Daleszyce 1:3. Bardzo cieszymy się z wyniku zespołu, ale twardo stąpamy po ziemi. Robimy swoje, nie oglądamy się na nikogo. Przypominam, że w każdym sezonie runda wiosenna jest o wiele trudniejsza od jesiennej. Tutaj dochodzą różne sytuacje, które dziś trudno przewidzieć. Kontuzje, absencje zawodników za kartki mogą spowodować, że drużyna w potyczce z outsiderem teoretycznie będzie faworytem, a w praktyce może okazać się, że straci punkty, bo nie zagrało kilku zawodników, którzy akurat mają duży wpływ na grę zespołu. Chełmianka już w takiej sytuacji znalazła się jesienią, w spotkaniach z Podhalem Nowy Targ, czy Podlasiem Biała Podlaska. Poza tym aż osiem drużyn jest zagrożonych spadkiem. Wiosną każda z nich będzie walczyła do ostatniej sekundy o zwycięstwo. Nieważne czy będzie grała z Motorem, czy JKS Jarosław. Nikt nie odpuści. Mecze będą o wiele trudniejsze niż jesienią, choć te też do łatwych nie należały.
– Jakie są plany rozwoju klubu?
– Dwa sezony temu, po spadku zespołu seniorów, ze względu na reorganizację rozgrywek, do czwartej ligi, postanowiliśmy pójść nieco inną drogą, niż pozostałe kluby z województwa lubelskiego. Mocno postawiliśmy na młodych piłkarzy, żądnych sukcesów, chcących wygrywać, a przede wszystkim ciężko pracować, by dalej się rozwijać. Nie bez kozery średnia wieku naszego zespołu nie przekracza 22 lat. Dlatego też bardzo zależało nam na pozyskaniu takich piłkarzy, jak: Mateusz Kompanicki, Jakub Niewęgłowski, Dawid Niewęgłowski, Piotr Chodziutko, Przemysław Koszel, Michał Kowalczyk, a wcześniej Przemysław Banaszak, Michał Wołos, Damian Drzewiecki, Hubert Kotowicz czy Michał Budzyński. Tych zawodników łączy jedno – olbrzymia chęć wygrywania. W szatni i poza nią tworzą jedną zgraną ekipę, co ma bardzo duże znaczenie. I tą drogą, w sposób przemyślany, chcemy iść do przodu. Dodam, że rozwój klubu nie byłby możliwy bez wsparcia ze strony władz miasta i sponsorów. Duże słowa uznania należą się prezydent Agacie Fisz i wiceprezydentowi Stanisławowi Mościckiemu za okazywane wsparcie.
– Piłkarze teraz będą odpoczywać, przynajmniej do początku stycznia, ale w klubie pracy chyba nie brakuje…
– Oprócz bieżących spraw, a jest ich wiele, ciągle myślimy o poszerzeniu kadry pierwszej drużyny, a także zespołu juniorów starszych. Chcemy, by w rundzie wiosennej trener Bożyk miał do dyspozycji 22 zawodników, nie wliczając w to najzdolniejszych juniorów. Rywalizacja w zespole musi być, dlatego zależy nam, by na każdej pozycji mieć po dwóch piłkarzy. Na pewno nie pozyskamy zawodników doświadczonych z przeszłością ligową, bo póki co na takich nas nie stać. Zresztą zimowe okno transferowe dla wszystkich jest bardzo trudne, bo piłkarze mają aktualne umowy z klubami, a te mogą żądać za zawodnika tyle, ile uznają za stosowne. Latem z kolei, gdy piłkarz nie ma aktualnego kontraktu, obowiązują ekwiwalenty za wyszkolenie, według tabel PZPN. Zawodnicy są więc tańsi. Jeśli chodzi o drużynę juniorów, chcielibyśmy pozyskać dwóch lub trzech zdolnych młodych zawodników z klubów z powiatu chełmskiego.
– Szykują się odejścia zawodników?
– Nie przewidujemy tego, choć nie ukrywam, że mamy sygnały z kilku klubów z czwartej ligi, zainteresowanych naszymi zawodnikami, którzy jesienią grali najmniej. Na dziś jednak wszyscy piłkarze mają zameldować się na pierwszych zajęciach, które zostały zaplanowane na 9 stycznia. Do szerokiej kadry chcemy też włączyć kilku najzdolniejszych juniorów. W dniach 29 stycznia – 3 lutego zespół będzie przebywał na tygodniowym obozie w okolicach Garwolina. W okresie przygotowawczym rozegra kilka sparingów, m.in. ze Stalą Stalowa Wola, czy Górnikiem Łęczna.
– Chełmianka nie zdobędzie po raz czwarty z rzędu Pucharu Polski na szczeblu województwa lubelskiego. Mecz z Eko w Różance chyba długo śnił się zawodnikom po nocach?
– Na pewno nie tak wyobrażaliśmy sobie rozgrywki pucharowe. Po odpadnięciu z nich najpierw Hetmana Zamość, Tomasovii, potem Motoru Lublin po cichu liczyliśmy na co najmniej finał wojewódzki. Puchar rządzi się jednak swoimi prawami, drużyna Eko zagrała bardzo ambitnie, my z kolei chcieliśmy ten mecz wygrać najmniejszym nakładem sił i przeliczyliśmy się. Taki jest sport, nie mniej jednak, mamy nadzieję, że w przyszłości takie wpadki nam się już nie przytrafią. Wyciągniemy wnioski z tej porażki.
– Dwa słowa jeszcze o trenerze Chełmianki, Arturze Bożyku, pracującym w klubie już szósty rok. W III lidze nie ma trenera z tak długim stażem w jednym klubie, ba, trudno też znaleźć taki przypadek w klubach z wyższych lig…
– Efekty pracy trenera Bożyka widać gołym okiem. Niejeden klub po spadku zespołu do niższej klasy najpierw zmieniłby trenera. Zarząd Chełmianki z kolei wyszedł z założenia, że tylko z tym trenerem możemy szybko wrócić do III ligi. I nie pomyliliśmy się. Przypomnę, że drużyna dwa sezony temu spadła do czwartej ligi w wyniku reorganizacji rozgrywek. Nie zajęła miejsca w dole tabeli, a w środku. Trzykrotne zdobycie Pucharu Polski na szczeblu województwa, awans w bardzo dobrym stylu do III ligi i ostatnie wyniki zespołu nie wzięłyby się, gdyby nie wielkie zaangażowanie i ciężka praca trenera. Artur Bożyk z każdym rokiem staje się coraz lepszym szkoleniowcem, co dostrzegają również inni. Potrafi wyciągać wnioski z porażek, stale podnosi swoje kwalifikacje. Jest bardzo ambitnym człowiekiem i mocno wierzymy w to, że kiedyś poprowadzi klub w ekstraklasie. Tego mu życzymy! Drugi sezon pomaga mu Dariusz Banaszuk, z którego pracy również jesteśmy zadowoleni. Obaj szkoleniowcy tworzą zgrany duet, a wyniki drużyny są tego najlepszym dowodem.
– Dużym pozytywem jest też postawa drużyny juniorów starszych. Zespół w dobrym stylu awansował do grupy mistrzowskiej I ligi wojewódzkiej juniorów starszych. Czy w tej drużynie są zawodnicy, którzy w najbliższej przyszłości mogą znaleźć się w pierwszej drużynie?
– Runda jesienna w wykonaniu naszych juniorów była bardzo dobra. Drugie miejsce w tabeli grupy drugiej to spory sukces, tym bardziej, że w pokonanym polu pozostały ekipy Górnika Łęczna, czy Hetmana Zamość. Praca trenera Jana Konojackiego przyniosła efekty. W tej drużynie jest kilku obiecujących zawodników, którzy na pewno dostaną szansę pokazania się w zespole seniorów już w okresie przygotowawczym. Ci chłopcy muszą przede wszystkim sami sobie pomóc i uwierzyć w to, że mogą pójść w ślady Michała Kobiałki, czy Pawła Jabkowskiego, wychowanków Niedźwiadka, którzy dziś m.in. stanowią o sile zespołu seniorów. Ale bez ciężkiej, systematycznej pracy na treningach nie da się wskoczyć na wyższy poziom grania. Spore nadzieje wiążemy z Damianem Kuśmierzem, Adrianem Osobą, Michałem Grądzem, Krzysztofem Rakiem, Michałem Górnym, jednak to od nich w dużej mierze zależy, czy wykorzystają swoją szansę. Pozostałym zawodnikom również bacznie przyglądamy się. Chcielibyśmy, aby po zakończeniu obecnego sezonu co najmniej dwóch piłkarzy z zespołu juniorów zasiliło kadrę pierwszej drużyny. Ale jak już wspomniałem, będzie to zależało przede wszystkim od samych graczy. Przed nimi okres przygotowawczy i jeśli podporządkują się rygorom, właściwie podejdą do treningów, jestem przekonany, że tak się stanie.
– Dziękuję za rozmowę.
Karol Garbacz
