Strzelał w komendzie, teraz stoi przed sądem. Mowa nie o byłym głównym komendancie polskiej policji, który odpalił granatnik, ale o funkcjonariuszu z Włodawy, który w pomieszczeniu służbowym komendy przy zastępcy naczelnika wyjął pistolet i strzelił w podłogę. Jakby tego było mało, posiadał dużo nielegalnej amunicji,
a w służbowej szafce trzymał granat łzawiący.
To, co stało się we włodawskiej komendzie policji w dniu 16 marca 2022 roku, do dzisiaj jest niepojęte dla wielu tamtejszych funkcjonariuszy. Mający stopień sierżanta sztabowego Sylwester K. był tego dnia na służbie.
W pomieszczeniu komendy w czasie rozmowy ze swoim przełożonym, zastępcą naczelnika wydziału i w obecności również będącej na służbie policjantki, wyjął z kabury swoją służbową broń marki Walther P99 i ze znajdującej się w komorze nabojowej ćwiczebnej, czyli ślepej amunicji, oddał strzał w kierunku podłogi i ściany, czym działał na szkodę interesu prywatnego tych osób oraz naraził tych funkcjonariuszy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku. Kodeks karny przewiduje za to przestępstwo karę do 3 lat więzienia. Ale to nie wszystko, bo po zatrzymaniu i przeszukaniu jego domu oraz służbowej szafki wyszły na jaw kolejne przewinienia tego policjanta.
Okazało się, że „(…) bez wymaganego zezwolenia posiadał w miejscu zamieszkania w szafie pancernej amunicję w postaci: 130 sztuk naboi kal. 9×19 NATO, 40 sztuk naboi kal. 7,62, 4 sztuki naboi myśliwskich kal. 12 mm, w prywatnym plecaku 1 sztukę amunicji kal. 9×19 mm, zaś w miejscu pracy w szafce służbowej uniwersalny granat łzawiący UGŁ-200-1, będący równocześnie przyrządem wybuchowym” – czytamy w akcie oskarżenia. A to już przestępstwo o wiele grubszego kalibru, za które można pójść za kratki nawet na 10 lat.
Oskarżony nie przyznaje się do winy. Powody jego postępowania nie są do końca znane. Mówi się o mobbingu ze strony przełożonych, ale to tylko niepotwierdzone plotki. (bm)

