Poseł Anna Dąbrowska-Banaszek wystosowała do dyrekcji włodawskiego szpitala szereg pytań, które mają dać odpowiedź czy placówką można zarządzać w bardziej optymalny sposób. – Dociera do mnie mnóstwo niepokojących informacji i czuję się odpowiedzialna, by sytuacji zaradzić i doprowadzić do tego, by szpital działał dla dobra pacjentów – mówi chełmska parlamentarzystka.
– Wszyscy chcemy, aby Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej we Włodawie mógł jak najlepiej funkcjonować i wypełniać misję, bo najważniejsze jest dobro pacjenta – mówi Anna Dąbrowska-Banaszek, która do dyrekcji włodawskiej lecznicy skierowała szereg pytań o działanie placówki, stan zatrudnienia czy relacje panujące między załogą a dyrekcją. Jedną z głównych kwestii, która wzbudziła zainteresowanie posłanki, jest przekazanie dwóch szpitalnych karetek lubelskiej firmie TRIOMED.
– Zdziwił mnie fakt, że szpital, który posiada własne kadry i sprzęt, zleca zadania transportu medycznego zewnętrznej firmie – mówi poseł Dąbrowska-Banaszek. – Według władz placówki ponoć są one niesprawne. Pytanie tylko, dlaczego jedna z nich została rozpoznana jako zabezpieczająca Jarmark Holeński, czyli imprezę masową? Kolejnym problemem jest dla mnie postępowanie konkursowe na wyłonienie firmy, która obsłuży od 1 września transporty medyczne.
Z ogłoszenia wynika, że umowa może być warta niemal 1 mln zł, choć w analogicznym okresie za te same usługi szpital zapłacił ok. 400 tys. zł. Dla szpitala, który zadłuża się w parabankach, taka różnica jest bardzo znacząca. Chcę również się dowiedzieć, w jaki sposób jest obsługiwany transport medyczny w nagłych wypadkach albo po godzinie 16, bo wtedy firma TRIOMED już nie pracuje. Wiele do życzenia pozostawiają też nieuregulowane stosunki prawne między dyrekcją a niektórymi członkami personelu. Chodzi o umowy zlecenia, które nie są przedłużane, a ludzie na nich pracujący nie wiedzą, ile zarobią w tym miesiącu, bo nie znają grafików.
Moim zdaniem błędem dyrekcji było zamknięcie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i OIOM-u, bo to na tym ostatnim oddziale wykonywano wysokopłatne przez NFZ zabiegi, które w sposób istotny mogły się przyczynić do poprawy kondycji finansowej szpitala. Takich niejasności i dziwnych ruchów ze strony dyrekcji tego zakładu jest więcej, dlatego trzeba działać szybko i zdecydowanie. Jestem zdania, że ten szpital da się jeszcze uratować, ale trzeba natychmiast podjąć działania zmierzające do wyprostowania sytuacji. Jego załoga jest kompetentna i zaangażowana, problemem jest brak dialogu i porozumienia.
Oczywiście można zrzucić tę sytuację na karb nieudolnego systemu zdrowia, ale znam przykłady, gdzie powiatowe szpitale radzą sobie całkiem przyzwoicie i zrobię wszystko, by również ten włodawski powrócił na dobre tory. Niezależnie od wszystkiego jest to bardzo trudny temat, wymagający wiele czasu, pracy i zaangażowania wszystkich stron, ale wierzę, że dzięki rozmowom da się osiągnąć coś dobrego. Dlatego o sytuacji w placówce poinformowany został również starosta włodawski, wojewoda lubelski, dyrektor lubelskiego NFZ-u oraz minister zdrowia – wylicza posłanka.
Odpowiedzi na swoje pytania poseł jeszcze nie uzyskała, więc oficjalnego stanowiska władz szpitala jeszcze nie znamy. Dyrektor placówki Teresa Szpilewicz wyjaśnia, że zagadnień było tak wiele i były tak szczegółowe, że potrzeba dużo czasu, by na wszystkie wyczerpująco odpowiedzieć. Dyrektor tłumaczy jedynie, co stało się z dwoma karetkami.
– Wygląda na to, że pani poseł ma złe informacje. W zasobach szpitala są obecnie trzy karetki, jedna nowa, tzw. eska, zakupiona ze środków do walki z covidem, i dwie stare, które w obecnej chwili nie nadają się do użytku ze względu na zły stan techniczny. Włodawski serwis odmówił ich dalszego serwisowania, bo nie spełniały norm dotyczących transportu po drogach publicznych.
Dlatego umówiliśmy się z ogólnopolską firmą świadczącą usługi transportu medycznego, która ma swój własny zakład naprawczy, że albo karetki zostaną naprawione, albo oddane. Na razie nie ma jeszcze opinii tego zakładu czy trzeba będzie je wycofać z obiegu, czy jednak da się je naprawić. Nasza „eska” stoi cały czas we Włodawie, bo prowadzimy inne transporty przy jej pomocy wynikające z realizowania umów z NFZ – tłumaczy Szpilewicz. (bm)

