Co tam się nie działo… było jajo, świetna zabawa, pyszne jedzenie i co najważniejsze sportowe emocje w stylu rugby. Klub Budowlani wspólnie z rodzicami najmłodszych rugbistów zorganizowali po raz kolejny zakończenie sezonu. Zawodnicy najpierw zagrali ze sobą, potem zaprosili na wspólny mecz swoich rodziców.
W minioną niedzielę obiekty sportowe KS Budowlani przy ul. Krasińskiego opanowali najmłodsi rugbiści i ich rodzice. Żacy, czyli czternastolatkowie i mini żacy – nawet kilkuletnie szkraby, zagrali turniej ze swoimi kolegami z klubu KMR Siedlce. Choć formuła rugby TAG nie zakłada kontaktu, (zamiast szarży należy jedynie zerwać TAG, czyli przyczepioną przy pasie wstęgę), to emocji nie brakowało.
– Zdobyłem trzy przyłożenia i jestem najszczęśliwszy na świecie – cieszył się po swojemu dziesięcioletni Adam.
Emocje sięgnęły zenitu, kiedy na boisku pojawili się także rodzice. Drużyny były mieszane, tak aby każdy tatuś lub mamusia mogli być w jednym teamie ze swoją pociechą. Chętnych było tak wielu, że powstały trzy drużyny, a ławki rezerwowych pękały w szwach.
Wśród dorosłych nie zabrakło byłych rugbistów Budowlanych Lublin, którzy po zakończeniu kariery wciąż z wielką tęsknotą patrzą na boisko z charakterystycznymi słupami w kształcie litery H. Paweł Niedziółka, do niedawna podpora młyna lubelskich rugbistów i ojciec dwóch mini żaków, Mikołaja i Bartosza, stanął z nimi na murawie.
– Najbardziej cieszy mnie zaangażowanie rodziców. Miło się ogląda, jak wspólnie z dziećmi bawią się na boisku, szczególnie, że dla większości to pierwszy kontakt z jajowatą piłką – ocenia Niedziółka senior.
Jednym z nich był Grzegorz Nowicki.
– Niezapomniane przeżycie, na pewno nie ostatnie – zapewnia ojciec Ragnara.
Po meczu, jak na tradycje rugby przystało, wszyscy spotkali się na tzw. trzeciej połowie, czyli wspólnym biesiadowaniu. Dzięki zaangażowaniu i ofiarności pani Beaty Pecyny, mamy jednego z młodziutkich rugbistów, stoły uginały się od jadła z grilla, a pozostali rodzice dzielnie stanęli do konkursu ciast…Choć wszystkie były smakowite, to największe uznanie zyskał tort pani Edyty Filas z przepięknym logiem Polskiego Związku Rugby.
– Klubowy Rodzinny Piknik Rugby to już nasza klubowa tradycja. Jestem pod ogromnym wrażeniem zaangażowania wszystkich rodziców naszych zawodników – podsumowuje trener Sebastian Berestek, spiritus movens całej piknikowej przygody. – To było bardzo przyjemne, sportowe oraz rodzinne niedzielne popołudnie i mam nadzieje, że za rok będzie co najmniej tak samo dobrze.
