Spryt, elastyczność, zdolność do przekwalifikowania, do tego pracowitość, pokora i rzecz jasna łut szczęścia. – zdaniem prelegentów X Tygodnia Przedsiębiorczości w Lublinie na sukces we własnym biznesie składa się wiele czynników.
Tegoroczną edycję rozpoczął cykl poniedziałkowych prelekcji w auli Wydziału Filozofii i Socjologii UMCS. O otwieraniu firmy przed dekadą, ale i biznesowych początkach w podstawówce mówił słuchaczom Zbigniew Rymsza, wiceprezes zarządu Gala S.A. Słuchało go kilkadziesiąt osób, głównie studentów.
– Zaczynałem od sprzedaży kolegom ołówków, zeszytów. Stworzyłem płatną gazetkę szkolną, organizowałem pracę znajomym – opowiadał współzałożyciel Gali. Nie ukrywał, że galerię tworzono na wariackich papierach. – Obiecaliśmy zatrudnionym pensje na trzy miesiące. Koledzy zaproponowali handel płytkami, inni dostarczali podkłady, sprzęt do polerowania. Dziś firma notowana jest na giełdzie.
– Dziś wartości są inne niż kiedyś. Jest wiele instrumentów wsparcia, fundusze unijne, fundusze szwajcarskie, których kiedyś nie było. Ale przecież nie one zbudują przedsiębiorców, użyte za wcześnie zdemoralizują. Kluczowe pozostają trzy maksymy: pokonanie strachu, uwierzenie w produkt i jego sprzedaż – przyznał.
Niemniej współtwórca Gali przestrzegał przed uznawaniem biznesów za „nieśmiertelne”.
Mówił też o 10-letnim cyklu życia każdej firmy.
– Po tym czasie warto „przeorać” lub odwrócić prowadzony biznes. Jak skończył nieśmiertelny Kodak, nie wchodząc w fotografię cyfrową? Umarł. Albo Grundig w elektronice? Z drugiej strony mamy przykład Samsunga, uniwersalnego w każdej odmianie, który w pewnym momencie podjął ryzyko – nawiązywał do jego słów kolejny prelegent, Tomasz Małecki, prezes zarządu Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego. – Trójkowi uczniowie i studenci tworzą biznesy, pracują dla nich później „piątkowi”, a „czwórkowi” zostają urzędnikami.
O ile nie jest to trwała tendencja, to coś jednak musi być na rzeczy…
Jego zdaniem w Polsce przydałoby się odwrócenie trendu na uczelniach, które produkują za wielu humanistów, a za mało inżynierów. – Mamy dziś rynek pracownika. Z rozmów z przedsiębiorcami szacujemy, że w Lublinie pozostaje 5, 6 tysięcy wakatów. O tyle dobrze, że po humanistyce najlepiej przebranżawiać się na programistów. Na nich jest stale zapotrzebowanie – mówił.
Jego zdaniem wzrastać będzie rynek wolnych strzelców, a znaczna część usług będzie świadczona zdalnie.
Jednak to nie prelekcje, a warsztaty, organizowane na uczelniach, w inkubatorach przedsiębiorczości czy fundacjach stanowiły o wydarzeniu. Rozmawiano o coachingu, strategii budowania marki, startupach czy zarządzaniu kryzysowym. Zajęcia odbywały się w wielu punktach miasta aż do niedzieli. Tydzień zorganizowało Stowarzyszenie Forum Młodych Lewiatan.
BACH
