Nauczycielka ze szkoły rolniczej w Korolówce Osadzie miała zastraszać uczniów, by wycofali swoje wsparcie dla kolegi, który jest w konflikcie z dyrekcją placówki. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, podobno podsunęła do podpisu uczniom pismo, z którego wynikało, że wcześniej w żaden sposób ich nie zastraszała. W obronie podwładnej stanęła dyrektor placówki, twierdząc, że nie były to groźby, a rozmowa na temat wolności słowa. Musiały w jej czasie paść naprawdę mocne argumenty, bo jedna z uczennic aż się rozpłakała.
Nasz artykuł pt. „Kara za mówienie prawdy?”, który ukazał się pod koniec grudnia ub.r., wywołał w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Korolówce Osadzie (gm. Włodawa) prawdziwą burzę. Opisywaliśmy w nim nieprawidłowości, przez które jeden z uczniów nieomal zostałby pozbawiony ministerialnego stypendium. Dzięki jego uporowi i zaparciu w dążeniu do prawdy szkoła przyznała się do błędu, a instytucje nadzorcze, czyli Kuratorium Oświaty i Ministerstwo Rolnictwa wszczęły procedury kontrolne mające na celu wyjaśnienie całego zamieszania. To oczywiście nie mogło spodobać się dyrekcji szkoły, bo nikt nie lubi rozgłosu i zewnętrznych kontroli. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że sprawa została w ten sposób zakończona. Przeciwnie, tylko rozpaliła emocje i pogłębiła konflikt.
Jakub Zuzaniuk, uczeń o którym mowa, zamieścił nasz artykuł w swoich mediach społecznościowych. Post natychmiast zyskał wielką popularność wśród jego koleżanek i kolegów ze szkoły. Pod treścią pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy wsparcia pod hasłem #muremzaKubą. Pierwszą reakcją Renaty Holaczuk, dyrektor szkoły, było… zablokowanie Zuzaniuka na Facebooku. Oczywiście nic to nie dało i internetowa akcja nabierała tempa. Do czasu.
– Otóż jedna z nauczycielek mogła zastraszyć uczniów tym, żeby nie komentowali moich postów na Facebooku, ani na nie nie reagowali, bo nauczyciele będą się na nich mścić przez kolejne lata nauki – mówi Kuba. – Zareagowałem na to złożeniem pisma do pani dyrektor, które również wysłałem do wiadomości ministerstwu i kuratorium – tłumaczy uczeń. – Szkoła mi na nie odpisała, ale odbyto ze mną dwie rozmowy. Na pierwszej nie wydarzyło się w sumie nic oprócz chęci natarczywej pomocy ze strony pedagoga specjalnego. Druga odbyła się w obecności nauczycielki, do której odnosiła się treść mojej skargi.
Powiedziano mi, że jeśli nie napiszę sprostowania do południa 4 stycznia, to na policję zostanie zgłoszona sprawa znieważenia przeze mnie funkcjonariusza publicznego, czyli tej nauczycielki. Na rozmowie była również obecna zapłakana uczennica, która chwilę wcześniej rozmawiała z tą nauczycielką. Uczennica potwierdziła wersję nauczycielki i przy nas ją przeprosiła. Podejrzewam, że zastraszono uczniów. Owa pani miała sporządzić oświadczenie, które podsunęła do podpisania uczniom w dwóch klasach, a z którego treści wynikało, że nie zostali oni w żaden sposób przez nią zastraszeni.
Ci sami uczniowie wcześniej mi napisali kilka wiadomości o tym, jak było, a teraz odpisują, że nie chcą się w to mieszać i mówią, że się boją – dodaje przyszły maturzysta. Zastraszaniem śmiało można też nazwać reakcję dyrektor oraz wspomnianej nauczycielki, które dochodzenie prawdy i swoich praw uczniowskich przez Kubę uznały za atak na funkcjonariusza publicznego i zagroziły, że jeśli nie wycofa on swoich słów w sprostowaniu, to sprawa zostanie skierowana na Policję. Chyba jednak ostatecznie uznały, że takie zgłoszenie będzie tylko kolejnym ośmieszeniem i tak już wystawionego na szwank dobrego imienia szkoły (niedawno pisaliśmy o przegranej sprawie sądowej dyrekcji z nauczycielką), bo – jak informuje asp. szt. Kinga Zamojska-Prystupa z KPP we Włodawie – policjanci takiego zgłoszenia nie otrzymali.
– Kuba postępuje wiarygodnie i pisze samą prawdę – mówi jego znajoma ze szkoły, która jednak prosi o anonimowość. – Nie powinien być tak traktowany przez nauczycieli i dyrekcję. I tak każdy wie, jaka jest prawda o szkole i jak wygląda sytuacja. Ja jako uczennica uczęszczająca tyle lat do tej szkoły nie rozumiem, dlaczego jest w niej tak wiele kontrowersji. Jakub odważył się powiedzieć wprost, jak to wygląda. Jestem za Kubą, bo żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo wypowiedzieć się na ten temat tak, jak chce. Trzeba pamiętać, że kłamstwo ma krótkie nogi i sprawiedliwość, prędzej czy później, zwycięży – dodaje.
I wszystko wskazuje na to, że prawda zaczyna wypływać na wierzch. Jeszcze w ubiegłym roku Jakub skontaktował się z operatorem systemu elektronicznego obsługującego e-dziennik, bo dyrektor tłumaczyła mu, że jeden z przedmiotów nie został „zaciągnięty” z arkusza ocen do wzoru świadectwa, co było przyczyną nieprzyznania mu stypendium. Z informacji udzielonej przez operatora wynika jednak zupełnie co innego. Według firmy system zaciąga wszystko co zostanie poprawione, oznaczone i przekazane do wydruku po stronie szkoły, więc nie ma tu mowy o awarii technicznej a błąd leży tylko i wyłącznie po stronie ludzkiej, czyli w tym wypadku powinna odpowiadać za niego wychowawczyni Kuby.
Renata Holaczuk, dyrektor szkoły, stanowczo zaprzecza, żeby w zarządzanej przez nią placówce uczniowie byli zastraszani lub żeby wymuszano na nich określone zachowania. – Wyjaśniam, że przedmiotem rozmowy nauczyciela z uczniami dwóch klas była kwestia wolności słowa i odpowiedzialności za treści zamieszczane w internecie lub bezkrytyczne ich przekazywanie bez sprawdzenia wiarygodności. Nauczyciel przedstawił uczniom zagrożenia wynikające z takiego postępowania.
Dla wyjaśnienia uwag zgłoszonych mi przez jednego z uczniów, który – należy zaznaczyć – nie był obecny na wspomnianych lekcjach, zostały sporządzone notatki. Opisują one przebieg rozmów nauczyciela z uczniami i są przez nich podpisane dobrowolnie. Oświadczam, że jako dyrektor szkoły osobiście dołożyłam wszelkiej staranności w celu wyjaśnienia sytuacji i nie znalazłam okoliczności potwierdzających uwagi zgłoszone przez ucznia – twierdzi dyrektor. (bm)

