Gmina Hańsk prawdopodobnie będzie musiała zapłacić karę administracyjną, bo na rekultywowane wysypisko śmieci zwożono odpady, których nie powinno tam być. Sytuacja jest kuriozalna, bo to właśnie władze samorządu poinformowały o możliwych nieprawidłowościach ochronę środowiska. Sprawą zainteresował się też jeden z radnych.
W tym roku ma zakończyć się rekultywacja dawnego wysypiska śmieci w Hańsku Drugim. Na zlecenie gminy realizuje je warszawska firma zajmująca się recyklingiem odpadów. W lipcu zatrudniony przez Urząd Gminy inżynier nadzoru zauważył, że na wysypisko zwożone są frakcje, których nie powinno tam być. Powiadomił o swoich obserwacjach wójta Marka Kopieniaka, a ten przekazał informację do chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Inpsektoratu Ochrony Środowiska w Lublinie.
– Na wniosek wójta przeprowadziliśmy na miejscu wizję lokalną, podczas której zauważyliśmy, że w wśród warstwy glebotówrczej znajdowało się dużo elementów plastikowych i metalowych – mówi Andrzej Wereszczyński, kierownik chełmskiej delegatury WIOŚ. – Wyglądało to tak, jakby nie zostały one właściwie posortowane. Nie mieliśmy też wątpliwości, że takich odpadów nie powinno tam być, dlatego wydaliśmy zarządzenie, na mocy którego odpady, o których mowa, muszą być usunięte z wysypiska.
Z tego, co nam wiadomo, władze gminy dogadały się z wykonawcą, który musi wywieźć wątpliwy materiał. Wysłaliśmy też do mazowieckiego WIOŚ informację o tym incydencie tak, by tamtejsi inspektorzy mogli mieć wiedzę na temat firmy, która zajmuje się rekultywacją wysypiska w Hańsku, a której siedziba mieści się w Warszawie. Z drugiej strony wszczęliśmy procedurę ukarania karą administracyjną gminy Hańsk za składowanie materiałów niezgodne z zezwoleniem wydanym przez starostwo powiatowe we Włodawie – dodaje Wereszczyński.
Sprawie rekultywowanego wysypiska od jakiegoś czasu przygląda się też gminny radny Adam Szelągowski, który wystąpił do WIOŚ i do Urzędu Gminy o szczegółowe informacje na ten temat.
– Wysypisko leży na uboczu, z dala od szosy i od oczu postronnych, więc bardzo łatwo pod hałdami odpadów ukryć tam coś, czego nie powinno być – mówi. – Od jakiegoś czasu krążą informacje o nieprawidłowościach związanych z rekultywacją składowiska odpadów w Hańsku Drugim.
Na początku października sprawdziłem postęp prac na składowisku i moim oczom ukazał się niepokojący widok – odpady z tworzyw sztucznych. Postanowiłem więc zgłębić ten temat – dwutorowo. Po pierwsze – z perspektywy Urzędu Gminy, po drugie – z perspektywy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Po lekturze nasunęło się kilka konkluzji. Pierwsza jest taka, że na szczęście Urząd Gminy sam wystąpił do WIOŚ z prośbą o sprawdzenie prawidłowości przeprowadzanych prac.
Mam nadzieję, że w przypadku ewentualnej kary, którą być może WIOŚ nałoży na gminę Hańsk, będziemy żądać od firmy wykonującej rekultywację pokrycia tej kary. Dostrzegam też niepokojącą prawidłowość pomiędzy procesem uchwalania Studium zagospodarowania przestrzennego a rekultywacją składowiska odpadów. W obu tych przypadkach mieliśmy problem z przedsiębiorstwem zajmującym się tymi pracami. Prace nad nowym Studium trwają od 2016 roku a de facto nadal obowiązuje Studium z… 2004 roku.
Warto też przypomnieć, że nie tak dawno, bo 16 września podczas sesji, przedstawiono radzie uchwałę, na mocy której udzielaliśmy Urzędowi Marszałkowskiemu gwarancji na „wykonanie zobowiązań z tytułu usuwania i likwidacji negatywnych skutków w środowisku oraz szkód w środowisku”. Jak nam tłumaczono na sesji, ma to związek z rekultywacją składowiska odpadów, chociaż nigdzie w uchwale to nie zostało zawarte, co skrupulatnie zauważył radny Mieczysław Brodawka. Jego głos został jednak zignorowany i uchwała przeszła.
29 września odbyła się nadzwyczajna sesja rady gminy celem wprowadzenia do budżetu środków na dodatek węglowy i umożliwienie jego wypłacania. Ale nie był to jedyny punkt obrad, bo znowu obradowaliśmy nad udzieleniem gwarancji Urzędowi Marszałkowskiemu „w związku z prowadzeniem składowiska odpadów w Hańsku Drugim” – czyli tym razem uwzględniono uwagę Mieczysława Brodawki, chociaż niespełna dwa tygodnie wcześniej uznano ją za bezzasadną – tłumaczy radny i zapewnia, że sprawę będzie monitorował do końca. (bm)

