Szykuje się rewolucja w rynku mieszkaniowym? Ministerstwo Rozwoju i Technologii chce, aby przy każdym bloku i kamienicy, która ma co najmniej trzy piętra, powstała winda. – Około 80 procent naszych budynków nie ma możliwości dostawienia windy – ze względów technicznych i przeciwpożarowych – uważa Maciej Cieślak, wiceprezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Inną sprawą są ogromne koszty.
Na pierwszy rzut oka pomysł dostawienia wind do istniejących bloków wydaje się zaskakujący, a nawet niedorzeczny. Ale idea nie jest wcale taka zła. Windy zmieniłyby nie tylko rynek nieruchomości, ale ulżyły wielu mieszkańcom. Na wartości zyskałyby mieszkania położone wyżej – na trzecim i czwartym piętrze, które dzisiaj cieszą się mniejszym wzięciem. Poza tym windy ułatwiłyby życie starszym, schorowanym a także niepełnosprawnym osobom, które zamieszkują wyższe piętra. Niestety, niektórzy przez konieczność pokonania wielu schodów rzadko opuszczają swoje mieszkania.
Oczywiście problemem są kwestie techniczne i koszty takiego przedsięwzięcia. Maciej Cieślak, wiceprezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, szacuje, że jedna winda może kosztować około 300 tys. zł, a ta powinna stanąć w każdej klatce schodowej.
– W zasobach spółdzielni jest 200 bloków, które mają łącznie 700 klatek schodowych. Koszty takiego przedsięwzięcia to ponad 200 milionów złotych – mówi wiceprezes.
Ale nawet gdyby weszły te przepisy, to spółdzielnia nie byłaby w stanie postawić klatek przy większości swoich budynków. – Jest tylko kilka budynków, w których można byłoby postawić taką windę wewnątrz i miałoby to sens. Przy pozostałych 80-90 proc. nie da się tego zrobić ze względów technicznych i przepisów przeciwpożarowych – mówi M. Cieślak.
Windy musiałyby być więc „doczepione” do pionu klatki schodowej na zewnątrz budynku. Zasłaniałyby okna tych klatek. Problemem byłoby rozwiązanie wejścia do klatki schodowej z szybu windy, bo te wychodziłyby na półpiętrach. Ale nawet gdyby te problemy techniczne udało się w jakiś sposób rozwiązać, to jest jeszcze kwestia zgody właściciel. – Spółdzielnia mieszkaniowa w ramach zarządu dysponuje nieruchomościami i prowadzi w nich np. prace remontowe. Ale na dobudowanie dodatkowej powierzchni, zwiększenie metrażu części wspólnej, musieliby się zgodzić właściciel mieszkań w bloku. A przy nieruchomościach, w których jest od 50 do 100 współwłaścicieli, byłoby to niezmiernie trudne – mówi M. Cieślak.
Projekt rozporządzenia ministerstwa trafił na razie do konsultacji. – Będziemy śledzić jego dalsze losy i zgłaszać swoje uwagi, jeżeli będzie taka możliwości. Ale pomysł wydaje się być propagandową zagrywką. Bo jeżeli władze chcą w jakikolwiek sposób poprawić komfort życia mieszkańców, powinny pójść w kierunku zmniejszania kosztów i energooszczędności – mówi wiceprezes ChSM. (reb)

