Radni uznali za zasadną skargę wójta Wojsławic na starostę i zarząd powiatu chełmskiego. Co ciekawe od głosowania wstrzymał się klub PiS, który też ma swoich przedstawicieli w zarządzie. Ale trudno się dziwić radnym PiS po tym, co działo się na sesji. Mówiąc oględnie, starosta klasy nie pokazał, aczkolwiek nikogo to chyba już nie zaskakuje.
Zanim radni z powiatu głosowali nad skargą na starostę i zarząd powiatu, sprawa stawała na komisji skarg i wniosków. Już wtedy niesmak członków komisji budził sposób, w jaki starosta odnosił do tematu oraz do wójta Henryka Gołębiowskiego i reprezentującej radę gminy Wojsławice radnej Elżbiety Furmaniuk. Ale wynik głosowania nie był niespodzianką. Komisja, w której składzie większość ma opozycja, uznała skargę za zasadną. Inaczej jest w radzie powiatu i mogłoby się wydawać, że tam sprawa polegnie.
Kto kłamie?
Wójt Gołębiowski, który przyjechał na sesję, wyjaśniał na forum dlaczego złożył skargę. Przypomniał, że już w marcu br. rada gminy podjęła stanowisko w sprawie zaniedbań na drogach powiatowych na terenie Wojsławic. I że zarząd nie przystał na propozycję wspólnego objazdu dróg i dyskusji. Bez odzewu pozostało też pismo, które wójt złożył do przewodniczącego rady powiatu. Stąd tryb skargowy. Wójt mówi, że podczas posiedzenia komisji starosta użył stwierdzenia, że to skarga wójta.
– A to skarga mieszkańców gminy, wyrażona w formie uchwały rady gminy – tłumaczył radnym H. Gołębiowski. Zarzucił też staroście wprowadzanie komisji w błąd i manipulację, bo starosta w trakcie obrad komisji mówił, że rozmawiał z przewodniczącą rady gminy Wojsławice Jolantą Jabłońską, która miała odcinać się od skargi. Wójt przytoczył oświadczenie przewodniczącej, która zapewniła, że pod stanowiskiem rady gminy podpisuje się obiema rękami i że w prywatnej rozmowie ze starostą wcale nie użyła słów, że nie utożsamia się ze skargą i że się pod nią nie podpisuje.
Do słów wójta i skargi odniósł się Deniszczuk. Wyliczył, ile od 1999 roku, tj. od początku funkcjonowania powiatów, zrobiono na terenie gminy Wojsławice nie szczędząc przy tym złośliwości pod adresem Gołębiowskiego i przytyków do jego politycznej przeszłości.
– Od 1999 roku do 2010 roku przebudowano 4,7 km dróg powiatowych na terenie gminy. Jedną kadencję radnym powiatowym był pan Gołębiowski. Na przełomie 2011-14 roku, gdzie powiatem rządziła koalicji G9, PO i SLD, gdzie sygnatariuszem, jeśli chodzi o działaczy SLD był wójt, przebudowano 1,2 km dróg. W tym czasie praktycznie nic się nie działo, a przypomnę: do czasu, jak zostałem starostą, powiat istniał 16 lat. W kadencji 2015-18 przebudowaliśmy 7,8 km dróg powiatowych, gdzie gmina nie partycypowała w żaden sposób finansowo w inwestycjach.
Deniszczuk tłumaczył, że nie można w prosty sposób podzielić nakładów na gminy, bo każda z nich jest inna, różni się powierzchnią, ilością dróg, mieszkańców i zasobnością portfela. Ale zamiast zakończyć na takich wnioskach przeszedł do ataku i przechwalania się.
Przyganiał kocioł…
– Rada Gminy Wojsławice nie jest organem nadrzędnym nad Radą Powiatu. Te czasy kiedy pierwszy sekretarz w gminie i województwie decydował, nie wojewoda, nie naczelnik, tylko sekretarz partii już minęły – atakował wójta. – Na przełomie lat 2015-20 przebudowano łącznie 6 km dróg na terenie gminy Wojsławice, ponadto niedawno oddaliśmy do użytku zadanie scalania gruntów, gdzie przeznaczyliśmy blisko 8 mln zł na drogi gminne na terenie Wojsławic, które są w kompetencjach rady gminy i wójta. Nie da się jedną miara mierzyć wszystkich gmin.
Starosta ponownie wytykał, że wójt był radnym w jednej kadencji i sekretarzem w kolejnej. A jego jedyny udział w remoncie drogi z Chełma do Wojsławic polegał na zrobieniu sobie zdjęcia, kiedy droga się budowała. Mówił, że nie ma czasu na wycieczki po Wojsławicach i doskonale zna stan tamtejszych dróg. A to, co po części przeszkadza w remontach w tej gminie, to kredyt, który powiat zaciągnął, gdy sekretarzem był Gołębiowski. Deniszczuk nawiązał też do rozmowy z przewodniczącą rady i zasugerował, że docierały do niego informacje, że wójt miał jej grozić i terroryzować odwołaniem z funkcji.
A potem wypominał wójtowi, że uczestniczył we władzy, kiedy rządziła „przewodnia siła narodu” a na półkach w sklepach był ocet i musztarda. – Podobnie wyglądała pana kariera w biznesie prywatnym, Urzędzie Miasta w Chełmie, gdzie został przez koleżankę partyjną zdegradowany do inspektora za brak współpracy, awanturniczość i wykorzystywanie stanowiska do kampanii na wójta – atakował Deniszczuk. – Żeby pouczać innych, trzeba swoim życiorysem, pracą udowodnić, że jest się człowiekiem, który ma prawo i który zrobił wszystko, aby było lepiej.
Skarga to zdaniem starosty oczywiście „gra polityczna”, która ma przykryć niepowodzenia wójta. I pokazać mieszkańcom jak dzielnie walczy o inwestycje w gminie. Dlatego wnosił o jej odrzucenie. I chyba się zdziwił. Bo w radzie, w której z koalicją ma teoretycznie większość, jednak głosowanie przegrał. Chyba najbardziej za te personalne ataki na wójta i przypisywanie sobie całych zasług. Wójt Gołębiowski w czasie tej płytkiej tyrady Deniszczuka zachował stoicki spokój i kulturę osobistą.
– Deniszczuk w – delikatnie mówiąc – prymitywny sposób zarzucał Gołębiowskiemu partyjną przeszłość i nie tylko, a sam był aktywnym działaczem ZSL, które było prokomunistyczną przybudówkę PZPR. A krytykując czyjś życiorys to szkoda, że sam nie pochwalił się swoimi dokonaniami, np. tym, za co stracił prawo jazdy, a nie była to nadmierna prędkość, lecz jazda po alkoholu. Nie wspomniał o swoich nadużyciach w starostwie i o sprawach prokuratorskich, które są w toku – mówili po sesji radni.
Koalicjant się odcina
Przed samym głosowaniem swoje zaskakujące zdanie wyraził Jerzy Kwiatkowski, wicestarosta chełmski. – Nie zapominajmy o tym, zarzucając „wszystko” i chwaląc się „wszystkim”, że środki pochodzą z programów rządowych, bez których nie byłyby możliwe inwestycje. Klub Prawa i Sprawiedliwości wstrzyma się od głosowania widząc najwyraźniej poziom dyskusji ze strony starosty – odciął się, chociaż skarga była skierowana także przeciwko zarządowi powiatu, w którego PiS jest składzie.
– Chcieliśmy głosować za oddaleniem skargi, bo naszym zdaniem nie jest zasadna, ale wobec argumentacji uznałem, że powinniśmy się wstrzymać, bo cała otoczka pozostawiała wiele do życzenia – mówił nam już po sesji wicestarosta. – To było żałosne i nie wiem nawet jak to nazwać. Nie godzę się na takie raczy. Jakiś poziom powinien zostać zachowany.
W efekcie tylko trójka radnych (Andrzej Zając, Jarosław Walczuk, Dorota Łosiewicz) i sam Deniszczuk głosowali za odrzuceniem uchwały. Po sesji mówiło się, że to już jedyne pozostałe Deniszczukowi „szable” w 10-osobowej radzie. Wstrzymał się pięcioosobowy klub PiS oraz Beata Augustynek i Grażyna Szykuła (obie z klubu PSL) oraz Andrzej Derlak. Radny Tomasz Szczepaniak uznał, że nie weźmie udziału w głosowaniu, bo sprawa częściowo dotyczy go jako członka poprzedniego zarządu powiatu. Za uznaniem skargi głosowała opozycja oraz Andrzej Dzirba (PSL) – w sumie sześć osób.
Przyjęcie uchwały kończy procedurę skargową i nie niesie za sobą żadnych konsekwencji wobec starosty i zarządu. (bf)

