Wulgarne zachowanie, drwiny i rzucanie słuchawką. Takie zachowanie Małgorzata Niczyporuk zarzuca wójtowi gminy Izbica. Ten odpowiada: – Ja potrafię kulturalnie rozmawiać z ludźmi. Ale z kulturalnymi!
Zawrzało w Urzędzie Gminy Izbica w ubiegły piątek. A wszystko zaczęło się od awarii wodociągu. – Od dwóch dni z kranu nie leci woda. Ponoć coś się zepsuło i miały być chwilowe wyłączenia. A tu odcięli na dwa dni. Zadzwoniłam więc do Urzędu Gminy spytać co się dzieje i czy mają zamiar podstawić beczkowóz z wodą, a zostałam potraktowana jak intruz – ubolewa Małgorzata Niczyporuk. – Najpierw rozmawiałam z jakąś sekretarką, nie znam nazwiska, bo nie chciała się przedstawić. Zaczęła na mnie krzyczeć, że ona się wodą nie zajmuje i żeby jej głowy nie zawracać takimi sprawami. Poprosiłam, żeby przekierowała mnie do osoby, która może mieć w tym temacie jakąś wiedzę, ale na próżno. Sekretarka przez chwilę jeszcze coś wykrzykiwała i rzuciła słuchawką. Postanowiłam, że tak tego nie zostawię i po jakimś czasie zadzwoniłam jeszcze raz. Odebrała jakaś inna pani, której kultura znów pozostawiała wiele do życzenia. Wreszcie słuchawkę przejął wójt. Wykrzyczał, że nie jestem pępkiem świata, a jak potrzebuję wody, to mam sobie pójść do sklepu i kupić. Dodał jeszcze, że mam więcej nie dzwonić i nie zawracać mu głowy takimi problemami. I też rzucił słuchawką.
Co na to wójt Jerzy Lewczuk? – Rolnicy, którzy mają po 50 krów, rozumieją, że mamy awarię wodociągu, a ta pani nie. Wydzwaniała w piątek do urzędu chyba z dziesięć razy. I za każdym razem sytuacja wyglądała tak samo, ona nie chciała słuchać, tylko chciała, żeby jej słuchano. W końcu nie wytrzymałem i jak słyszałem, że po raz kolejny krzyczy na mojego pracownika, wziąłem słuchawkę i powiedziałem, żeby już więcej nie dzwoniła, bo uzyskała od nas już wszystkie informacje w tej sprawie.
Pani Małgorzata dodaje jednak, że to już nie pierwszy raz, kiedy spotkała się z chamstwem ze strony wójta. – Od kilku lat mieszkam w Warszawie. Do Izbicy przyjeżdżam tylko na wakacje. W ubiegłym roku jak przyjechałam, to byłam zaskoczona, że po zmroku nie świecą tu latarnie. Chciałam się umówić z wójtem na spotkanie i zapytać, dlaczego tak to wygląda. Ale niestety, wójt nie znalazł dla mnie czasu. Spróbowałam z nim porozmawiać podczas dożynek, ale tam też mnie zbył. I to w bardzo wulgarny sposób. Przyznam szczerze, że z czymś takim się nigdzie indziej nie spotkałam. Arogancja tutejszej władzy przechodzi ludzkie granice – mówi kobieta.
Na ten zarzut wójt odpowiada krótko. – Potrafię rozmawiać kulturalnie z ludźmi. Ale kulturalnymi! – mówi nam. (mg)

