Krasnostawianin Marcin Dras zdobył Aconcaguę – położony w argentyńskich Andach, mierzący niemal 7 tysięcy metrów, najwyższy szczyt obu Ameryk. Było to jego trzecie podejście pod tę górę i w końcu się udało!
Marcin Dras mieszka w Krasnymstawie i prowadzi własną działalność gospodarczą. W wolnej chwili oddaje się swoim dwóm największym pasjom – bieganiu oraz górskim wycieczkom i wspinaczce.
– To drugie hobby pojawiło się wraz z pierwszymi wyjazdami w Tatry – mówił nam krasnostawianin w 2023 r., kiedy pisaliśmy o jednej z jego prób zdobycia Aconcaguy (6960,8 m). Te były bowiem dwie. W pierwszej przeszkodziły obfite opady śniegu i zagrożenie lawinowe, a w drugiej fatalna pogoda, głównie porywisty wiatr. Trzecie podejście krasnostawianin podjął na przełomie 2024/2025 r. i tym razem się udało! Ale, jak pan Marcin sam przyznaje, ten wyjazd był dość przypadkowy.
– Nie planowałem wchodzić na Aconcaguę w tym sezonie – mówi. – Dostałem jednak propozycję od agencji organizującej taki wyjazd, by wspomóc lidera grupy – dodaje. Ostatecznie decyzję o tym, że weźmie udział w wyprawie podjął w ostatniej chwili, pod koniec października 2024 r., a w drogę do Argentyny wyruszył w okresie świąt Bożego Narodzenia. – Musiałem żonę samą zostawić na Sylwestra i będę jej to teraz musiał jakoś wynagrodzić – uśmiecha się.
Dras nie mógł odpuścić okazji. Świadomość, że dwa razy nie udało mu się wejść na najwyższy szczyt Andów wciąż tkwiła w jego głowie i nie dawała spokoju. Dlatego, gdy dostał zaproszenie do takiego wyjazdu, nie mógł odmówić.
– Wiedziałem, że sporo będzie zależało od pogody. Aconcagua to niewdzięczna góra, wolno stojący, odsłonięty szczyt. Mocno tam wieje znad oceanu – opowiada Krasnostawianin. W styczniowej wyprawie na mierzącą prawie 7000 m górę wzięło udział 19 osób. Nie wszyscy zrealizowali swoje marzenie. – 3-4 osoby same zawróciły przed szczytem lub zostały zawrócone przez lidera grupy – zauważa Dras. Według naszego rozmówcy w ich przypadku zawiódł tzw. mental. – Myślę, że to co się dzieje w naszej głowie, nasze nastawienie mentalne to jakieś 50 procent sukcesu. To, że te osoby zawróciły to właśnie sprawa psychiki – zauważa.
Krasnostawianin niespecjalnie przygotowywał się do trzeciej próby zdobycia Aconcaguy. Nie bardzo miał, kiedy, bo, jak już wspomnieliśmy, decyzja o wyjeździe do Ameryki Południowej zapadła stosunkowo późno. – Dużo chodzę po Tatrach, biegam, cały czas staram się być aktywny. Gdy już się dowiedziałem, że znów jadę w Andy przygotowywałem się np. pod kątem wspinana się ze sporym obciążeniem. Brałem wypełniony, ważący 15 kg plecach i chodziłem po schodach. Mam też dwa bardzo fajne psy i muszę z nimi chodzić na spacery. I wychodziłem, znów z plecakiem – opowiada.
Aconcagua to najwyższy szczyt jaki (dotychczas) zdobył Marcin Dras. Krasnostawianin może się jednak pochwalić kilkoma innymi, imponującymi osiągnięciami. Z żoną zdobyli np. Kilimandżaro w Tanzanii (najwyższa góra Afryki i jedyne miejsce na Czarnym Lądzie, gdzie przez cały rok leży śnieg, mierzy 5895 m n.p.m.) oraz Kazbek, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu na granicy Gruzji z Rosją o wysokości 5054 m n.p.m.
– Dziękuję żonie i córce za wsparcie. Dziękuje też kolegom i koleżankom z Sekcji Biegowej Ruchu Izbica, którzy zgotowali mi po powrocie z Argentyny niezapomniane przywitanie – podsumowuje. (kg)

