Wstrząsająca interwencja miała miejsce w czwartek (17 lipca) w jednym z mieszkań na terenie Woli Uhruskiej. Zespół pogotowia ratunkowego został wezwany przez zaniepokojoną sąsiadkę do 60-letniego mężczyzny, którego nie widziano od dłuższego czasu. To, co ratownicy zastali na miejscu, trudno opisać słowami.
Starszy człowiek, wycieńczony i niemal nieprzytomny, leżał we własnych odchodach, zaniedbany do granic wyobraźni. Jego ciało było dosłownie zjadane przez robactwo. Z pacjentem nie było praktycznie żadnego kontaktu. Został pilnie przetransportowany do szpitala w stanie przedagonalnym. Według wstępnych informacji, walka o jego życie była bardzo trudna, bo mężczyzna nie zgodził się na amputację nogi, a bez operacji mógłby umrzeć.
– To był widok, który ratownikom towarzyszyć będzie do końca życia – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca chełmskiej Stacji Ratownictwa Medycznego. – To nie powinno się wydarzyć w XXI wieku. Człowiek żywcem gnił w swoim domu, leżąc w odchodach i będąc zjadanym przez robactwo. Został w stanie praktycznie przedagonalnym przetransportowany do szpitala – dodaje Szepel.
Pomoc wezwała sąsiadka pana Zbigniewa, którą zaniepokoił fakt, że od dłuższego czasu nie widziała mężczyzny. Kobieta postanowiła zajrzeć do jego mieszkania, czym zapewne uratowała mu życie. 60-letni mężczyzna był kawalerem. Praktycznie całe dorosłe życie spędził samotnie. Od 2019 roku, ze względu na umiarkowany stopień niepełnosprawności psychicznej, pan Zbigniew jest podopiecznym Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Woli Uhruskiej. I właśnie GOPS poprosiliśmy o komentarz do tej bulwersującej sprawy. Kierownik GOPS, Janina Kurzydłowska, nie ma sobie ani swoim pracownikom nic do zarzucenia.
– Pan Zbigniew był pod naszą opieką, ale współpraca z nim od zawsze była niezwykle trudna. Nikomu nie wierzył, nikogo nie wpuszczał do domu, a jak już zdarzyło się, że nam otworzył drzwi, to zawsze rozmawiał z nami w progu – mówi Kurzydłowska. – Według przepisów pracownicy socjalni powinni odwiedzać takich ludzi przynajmniej raz na pół roku. Nasze kontakty z tym panem były o wiele częstsze. Ostatnio byliśmy u niego niespełna dwa tygodnie temu i nic nie wskazywało, że może potrzebować bardziej specjalistycznej opieki. – W tej samej miejscowości mieszka jego starszy brat. Jest on jedyną osobą, której ufa pan Zbigniew. Po każdej naszej wizycie kontaktowaliśmy się z jego bratem, który nieformalnie opiekował się panem Zbyszkiem, kupował mu jedzenie itp. Jego brat również nie zgłaszał nam ostatnio żadnych problemów. Ta sytuacja poruszyła również nas, ale tak jak powiedziałam, ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, by temu człowiekowi pomóc – dodaje szefowa GOPS.
Gdy pan Zbigniew trafił na izbę przyjęć, lekarze od razu wydali diagnozę, że by uratować jego życie, trzeba amputować gnijącą żywcem nogę. Pacjent nie wyraził jednak na to zgody. Lekarz skontaktował się więc z GOPS-em w Woli Uhruskiej z pytaniem, co robić w takiej sytuacji. Po konsultacji z sądem zdecydowano, by dokonać amputacji wbrew woli pacjenta. Obecnie ruszyła procedura, by po zakończeniu leczenia w trybie przymusowym umieścić pana Zbigniewa w Domu Pomocy Społecznej.
Mamy nadzieję, że ta wstrząsająca sytuacja stanie się impulsem do refleksji zarówno wśród mieszkańców, jak i lokalnych decydentów. Bo żaden człowiek nie powinien umierać w takich warunkach. Nigdy. (bm)

